... czyli podróże małe i duże ...

Niżne Tatry 2026

czyli… trekking z Telgártu do Beňuša

Trekking w Niżnych Tatrach – panorama górskiego grzbietu

28 – 31 sierpnia

Trekking w Niżnych Tatrach planowaliśmy jako krótki, trzydniowy wypad z Telgártu w kierunku Beňuša.

Mamy wolny weekend, jakoś tak szkoda siedzieć w domu. Przeglądam mapy i tak wpadł mi do głowy główny szlak przechodzący przez Tatry Niżne na Słowacji. Na przejście go całego nie mamy czasu. Średnio też lubimy biegać po górach. Dobrze przeanalizowałem mapy i tak jakoś wyszło mi, że da się zrobić całkiem spory jego kawałek.

Logistyka jak zawsze spadła na moje barki. Bożenka jest zaopatrzeniowcem, głównym magazynierem i księgową moich pomysłów. Dojazd FlixBusem z Bielska-Białej do Bańskiej Bystrzycy, a później pociągiem do miejscowości Telgárt. Fizyki kwantowej tutaj nie ma, więc 28 sierpnia wsiadamy do Flixa i po jakichś trzech godzinach z lekkim hakiem jesteśmy w Bańskiej Bystrzycy. Dalej już na stację kolejową. Po niecałych dwóch godzinach wysiadamy w Telgárcie.

Tu mamy pierwsze „wow”. Pociąg zatrzymuje się przed tunelem. Taki klimacik trochę jak z włoskich gór. Dalej mamy wielki łukowy Telgártsky viadukt. Widok zacny, biorąc pod uwagę, że wybudowano go w 1931 roku. Sesja zdjęciowa wiaduktu i tunelu nie miałaby końca, gdyby nie burczenie w brzuchach.

Ruszamy na szlak, a raczej do centrum małej miejscowości. Najpierw odwiedzamy restaurację Horehronská kúria. Ja oczywiście musiałem to przekręcić i dla mnie brzmiało to mniej więcej jak „pierońska kura”. Akurat moje tłumaczenie nie ma nic wspólnego z oryginałem. Horehronská kúria po słowacku znaczy mniej więcej „dwór horehroński” i nie ma nic wspólnego z kurami. 🙂

Jedzenie mają wyborne. Na start Kofola oraz gulasz z jelenia plus knedliki. Pyszne! Najedzeni ruszamy wreszcie na szlak, ale najpierw na skrzyżowaniu odwiedzamy sklep spożywczy. Z doświadczenia wiemy, że różnie to czasem bywa z wodą na szlaku, więc lepiej się zaopatrzyć. Do tego Bożenka lubi wodę „perliwą”, czyli po polsku gazowaną.

Telgárt jest miejscem początku bądź końca szlaku prowadzącego główną granią Tatr Niżnych. Trasa ma około 100 km i prowadzi do miejscowości Donovaly. My nie mamy aż tyle czasu, więc robimy jego krótszą wersję. Startujemy z Telgártu czerwonym szlakiem. Idziemy do Sedla za Lenivou, a później zielonym do miejscowości Beňuš. Szlak ma około 50 km. My mamy na zrobienie tego około dwóch i pół dnia, więc dramatu nie ma.

Trzeba też zwrócić uwagę na to, że szlak prowadzi przez słowacki park narodowy, a rozbijanie namiotu i biwakowanie dozwolone jest tylko w ściśle wyznaczonych miejscach. Dlatego ruszamy dość żwawo, bo pierwszy legalny popas możemy mieć przy útulni Andrejcová. Jest już dość grubo po południu. Mamy 16 kilometrów do pokonania. Do tego przewyższenie też całkiem spore, bo ponad 1200 metrów w górę. Jesteśmy przygotowani na ewentualny nocleg w terenie, ale lepiej nie ryzykować, gdyż w tych rejonach lubią się jeszcze kręcić niedźwiedzie.

Trekking w Niżnych Tatrach – dzień 1

Dzień 1 –  Telgárt – Ždiarskie sedlo  Trasa: 13,53 km | [Zobacz trasę na Wikiloc]

Trasa powoli pnie się w górę. Po drodze mijamy pasące się kozy i kibicujących nam Słowaków. Praktycznie każdy myśli, że robimy całą grań Niżnych Tatr. Najwyższym punktem dzisiejszej trasy jest Kráľova hoľa z bardzo charakterystyczną anteną radiowo-telewizyjną. Budynek i antena wyglądają niczym wyrzutnia rakietowa. Dodać trzeba jeszcze, że po drodze jest dość sporo miejsc, gdzie można nabrać wody, a przed samą „wyrzutnią” znajduje się źródełko. Warto brać wodę bezpośrednio z niego, bo niżej do wody sikają kozy. 🙂

Na szczycie, tak jak na Babiej Górze, wieje. 🙂 Jakby nie patrzeć, to prawie 2000 m n.p.m. — dokładnie 1946 m. Od Słowaków dowiadujemy się, że kiedyś można było zostać w budynku na noc oraz kupić coś do jedzenia i picia. Obecnie wszystko jest zamknięte i zakratowane.

Chwila odpoczynku na szczycie i ruszamy dalej. Do naszego celu jest około 10 km, a praktycznie już wiemy, że nie dojdziemy za dnia. Trasa grzbietem bardzo przyjemna, z tym że od „wyrzutni” wieje, co staje się męczące. Słońce już prawie zaszło, a my mamy jakieś 5 – 6 kilometrów do celu. Średnio nam się chce iść po wertepach, doświetlając sobie drogę latarką. Trasy nie znamy, a sama mapa czy GPS nie oddają tego, co może nas spotkać po ciemku. Decyzja zapadła. Szukamy miejsca na rozbicie namiotu. Na samym grzbiecie nie jest to dobry pomysł, bo wiatr wieje niemiłosiernie i rozkładanie małego domku byłoby bardzo utrudnione.

Niedaleko zejścia do źródła wody, przy Ždiarskim sedle, rozbijamy namiot w małej dolince. Jesteśmy praktycznie osłonięci od wiatru. Gwiazdy już na dobre zadomowiły się na nieboskłonie, a dodatkowo zaczął wschodzić księżyc. Zrobiło się trochę jaśniej, więc bez latarek mogliśmy w spokoju zjeść kolację.

Trekking w Niżnych Tatrach – dzień 2

Dzień 2 –  Ždiarskie sedlo – Domek myśliwski  Trasa: 14,15 km | [Zobacz trasę na Wikiloc]

Dzień 2 –  Domek myśliwski – rejon Zadna hola  Trasa: 4,45 km | [Zobacz trasę na Wikiloc]

Noc bez niespodzianek. Skoro świt pakujemy namiot i ruszamy dalej. Praktycznie nie ma po nas śladu. Do Andrejcovej została nam jakaś godzina marszu. Trasa nie jest jakoś specjalnie trudna, ale biorąc pod uwagę, że jej nie znamy, lepiej rozbić namiot i przetrwać w nim noc, niż później wzywać HZS, bo coś się wydarzyło. Góra nie ucieknie, a świat się nie zawali, bo dla własnego bezpieczeństwa podjęliśmy taką decyzję.

Dochodzimy do Andrejcovej i wpadamy w zachwyt. Jest domek, ławki, parasole, woda, łąka pod namioty i… można kupić coś do jedzenia. Oczywiście Kofola, kiełbasa z rusztu, a do tego kieliszek Demänovki. Trochę żałujemy, że nie doszliśmy tu wieczorem, bo atmosfera wczoraj musiała być wyborna. Korzystamy, ile się da, bo mamy pod nosem toaletę oraz wodę, w której możemy się umyć.

Umyci, najedzeni i napici ruszamy dalej. Pomysł na nocleg mamy na Priehybie. Z tego, co wiem, jest tam wiata, dostęp do wody oraz miejsca, gdzie można rozbić namioty. Do tego jest to oficjalne miejsce, gdzie można biwakować. Jako alternatywę znalazłem domek myśliwski jakieś 2 kilometry z hakiem dalej, a w pobliżu jest źródło wody. Można też podobno wejść na strych i tam zostać na noc.

Jest plan A i plan B, a my ruszamy dalej. Raz w górę, raz w dół, a do tego piękne widoki na Tatry. Sama końcówka do Priehyby jest lekko karkołomna. Musimy stracić na dość krótkim odcinku 500 metrów wysokości, ale co to dla nas. Za chwilę jesteśmy już na miejscu i odpalamy Jetboila, robiąc sobie kawę. Spotykamy tam sympatycznego Słowaka, który przyjechał po żonę. Ta właśnie schodzi wraz z psiakiem z Andrejcovej.

Co do wiaty – owszem, jest górne piętro, ale takie sobie. Miejsca na namiot są, powiedzmy, również niezbyt szczególne. Do tego jest 15:00 i mamy sporo czasu. Uznajemy, że idziemy do domku myśliwskiego. Dla odmiany musimy się trochę powspinać w górę i po około 2 kilometrach jesteśmy na rozstaju prowadzącym do naszego noclegu. Stąd jeszcze jakieś 300 m i jesteśmy na miejscu. Teren wokół wygląda, jakby przejechał tam mały buldożer. Widać, że trwa remont całego domku. Na miejscu odpoczywa Słowak, który, podobnie jak my, idzie tym szlakiem. Od niego też dowiadujemy się, że nie ma co liczyć na nocleg, bo po przebudowie chatki nie ma już opcji noclegu na strychu.

No cóż, nabieramy wody i ruszamy dalej. Następnym miejscem jest útulňa Ramža, ale 12 kilometrów to raczej nierealne. Do zachodu słońca robimy jeszcze 6 kilometrów. Widoki sypią się jeden za drugim, do tego złota godzina. Nic więcej nam do szczęścia nie trzeba. Do Ramzy zostaje jakieś 6 kilometrów. Decyzja podobna jak dzień wcześniej: szukamy płaskiego miejsca. Z tym już tak łatwo nie jest. Finalnie znajdujemy kawałek łąki, praktycznie przy samym szlaku. Brak suchych drzew i dziwnych jamek utwierdza nas w przekonaniu, że tu warto się rozbić.

Trekking w Niżnych Tatrach – dzień 3

Dzień 3 –  rejon Zadna hola – Braväcov  Trasa: 22,32 km | [Zobacz trasę na Wikiloc]

Kolejna spokojna noc pod gwiazdami. Wcześnie rano się zbieramy i zasuwamy w kierunku útulni Ramža. Tam robimy mały postój na obiad. Chwilę rozmawiamy z panem, który opiekuje się tą útulnią oraz rejonem wokół. Nim kończymy jeść, pan rusza poprawiać szlaki, m.in. wycinać chaszcze, którymi zarastają.

Najedzeni idziemy w kierunku końca naszego odcinka czerwonego szlaku. Takim głównym punktem jest Útulňa Terezka. Mały drewniany domek, w którym można schronić się przed deszczem i chłodem, a nawet przenocować. My akurat robimy sobie krótki popas, kawusia, a ja wyszukuję miejsce na nasz nocleg.

Postanawiamy, że dzisiaj nie idziemy do Beňuša, tylko nocujemy we wcześniejszej miejscowości – Braväcovie. Znalazłem pensjonat, którego nazwa kojarzy mi się z niemieckim karabinem maszynowym – Scheintaal. Z tym że teraz czeka na nas zielony szlak i tu zaczynają się kredki. Szlak jest zarośnięty krzakami i samo wejście na niego już sprawia trochę kłopotów. Dalej jest całkiem stabilnie. Do czasu, gdy zaczynamy bardzo szybko tracić wysokość, a szlak jest zniszczony przez zrywkę drewna. Owszem, wysokość tracimy szybko, ale buntują się kolana i mięśnie czworogłowe ud. Wbrew pozorom jest tego dość spory kawałek i gdy wychodzimy na łąkę, czujemy się jak w innym świecie.

I to praktycznie już koniec naszej górskiej przygody. Teraz spokojną szutrową drogą, zmieniającą się później w asfalt, ruszamy do miejscowości. Sklepy oczywiście zamknięte, bo to niedziela. Na szczęście na Słowacji są bary, więc takowego szukamy. Oczywiście jest, a my wewnątrz raczymy się Kofolą, piwem i ze smakiem wcinamy miejscową pizzę. Jak ja lubię te słowackie bary! Nieraz ratowały nam życie.

Nasz pensjonat bez niespodzianek. No, może z jedną – jesteśmy sami w wielkim domu. Nie było jeszcze zbyt późno, więc trochę pokręciliśmy się po Braväcovie, odwiedziliśmy bar na jeszcze jedno piwko i… wracamy spać.

Rano ruszamy na pociąg, który odjeżdża z Beňuša. Dalej jesteśmy już w Bańskiej Bystrzycy, gdzie na dworcu raczymy się ramenem. Później już tylko FlixBusem do Krakowa, a z Krakowa do Bielska-Białej autobusem Lajkonik. Tak kończy się nasz trekking w Niżnych Tatrach.

Zobacz też inne nasze wypady na Słowację:

Šomoška 2013

Słowacja, Mała Fatra 2020

Podobała Ci się ta relacja? ☕

Jeśli nasze opisy, zdjęcia lub ślady tras okazały się przydatne, możesz postawić nam kawę na kolejny wyjazd. Dzięki!


☕ Postaw nam kawę