... czyli podróże małe i duże ...

Świat

… czyli gdzie ostatnio byliśmy 

 

2021

 

Ukraina, Wilkowo

31 lipca – 3 sierpnia

Tu kończy się Ukraina, tu też kończy swój bieg druga co do długości rzeka Europy, Dunaj. Czyli Wilkowo małe miasteczko graniczące z Rumunią, zwane potocznie ukraińską Wenecją. Czy można porównywać Wilkowo do włoskiego miasta ? Raczej nie, bo tak naprawdę nie ma tu aż tylu zabytków, ale jeśli chodzi o przyrodę to włoskie miasta wysiadają, Wilkowo dla nas było takim przeżyciem jak pobyt nad jeziorem Atitlan w Gwatemali. Pływaliśmy kajakami, szwędaliśmy się po drewnianych podestach, przeskakując przez kanały, pływaliśmy motorówką aby finalnie zaliczyć “kilometr zero” czyli miejsce, gdzie Dunaj wpływa do Morza Czarnego. Jako ciekawostka dlatego zero, iż długość Dunaju liczy się od miejsca ujścia nie źródeł.

 

***

 

Chorwacja, Drasnice

1 – 4 lipca

Wyjazd stricte imprezowo leżakowy, czyli polecieliśmy odwiedzić naszych znajomych w Drasnicach na Chorwacji. Nie chodziliśmy po górach mimo, że był pomysł na trasę ok. 10 km, ale dość skutecznie nam  to przeszło przy temperaturze 36 stopni 🙂 Wyjazd wyglądał jak w filmie Dzień Świstaka czyli; wstajemy, śniadanie, plaża, obiad, drzemka, jaaazda do północy 🙂 i następny dzień podobnie. Sama miejscowość bardzo urokliwa, bez tłumów turystów, głównym językiem jaki tam słyszałem to czeski, później polski, a na końcu chorwacki 🙂

 

***

 

Szczecin

11 – 13 czerwca

Tak bardzo spodobała nam się jazda PKP, że z powrotem wracaliśmy samolotem 🙂 Za to Szczecin super, gonił mnie lagun rozbiłem telefon, obdarłem kolana, próbowaliśmy świetnych kanapek z makrelą, rewelacyjne miasto na weekendowy wypad

 

***

 

Albania, Tirana, Gjirokastra, Permet

02 – 26 maj

Miał być Reunion, ale wiadomo covid 😉 i kupiliśmy Albanie, był to strzał w dziesiątkę. Już sama stolica bardzo nam się spodobała, masa życzliwych ludzi, świetne widoki i tak wylądowaliśmy w Gjirokastrze, tu mieliśmy zostać tylko 3 dni … tylko 🙂 zrobiło się półtorej tygodnia, ale warto było. Dwa pasma gór pod nosem, wiele nieodkrytych miejsc, zaczarowane monastyry, do tego psy pasterskie, żmije i skorpiony (jeden mnie dziabnął – skorpion nie wąż :P). Albania to tegoroczny nasz główny wyjazd, który bardzo pozytywnie nas zaskoczył, na pewno jeszcze tu wrócimy 🙂

 

***

 

Beskid Niski, Wołowiec, Nieznajowa

19 – 21 marzec

Beskid Niski czyli najbardziej dzikie pasmo gór w Polsce, mimo w sumie początku wiosny poruszaliśmy się raczej w zimowych klimatach. Łemkowszczyzna przywitała nas mrozem i śniegiem, ale słońca też było dużo, pewnie dlatego aby ogrzać stopy po przeprawach przez rzeki. Poznaliśmy tez bardzo sympatycznego psa Plampacza.

 

***

 

Mazury, Szymany, Sasek Wielki

19 – 21 luty

Wiadomo Covid i za granicę to lecieć się nie da, jakoś tak wpadliśmy na pomysł, aby prawdziwą zimę zobaczyć na Mazurach. Kilka dni wcześniej mrozy dochodziły ponad 20 stopni poniżej zera, a gdy przylecieliśmy zaczęła się odwilż. Nie powstrzymało to nas do małego survivalu; połaziliśmy po tafli zamarzniętego jeziora, gotowaliśmy wodę w zupełnie inny sposób niż zawsze, zapadliśmy się w śniegu, aby finalnie wylądować w Agroturystyce Lasek, gdzie właściciele rozpieszczali nasze podniebienia 🙂

 

***

 

Gdańsk, Władysławowo, Hel

29 styczeń – 1 luty

Latać się nie da, hotele zamknięte więc ruszamy na na Hel z namiotem. Zapakowaliśmy się do Pendolino po 6 godzinach znaleźliśmy się nad morzem, aby finalnie wylądować na Półwyspie Helskim, gdzie zrobiliśmy sobie mały treking z noclegiem w namiocie na plaży 🙂

***

 

 

Archiwum

 

2020

2019

2018

2017