... czyli podróże małe i duże ...

Sycylia, Etna – Włochy 2019

… czyli my nie damy rady, potrzymajcie nam piwo

Etna

Etna czyli najwyższy wulkan Europy to coś dla nas, kupujemy bilety od Wizzair`a a przy okazji jeszcze dołącza się Marcin, Kasia, Aśka, Andrzej, Piotrek i Krzysiek, który finalnie jednak nie poleciał ze względów osobistych. Ups zrobiła się mała wycieczka, wyjście na Etnę jest trochę reglamentowane, a takim tłumem pewnie by nas przechwycili, więc dzielimy się na dwie grupy. Ja, Bożenka i Marcin a druga ekipa pod wezwaniem Kasi 🙂

Spotykamy się w sumie na lotniskach i tylko tyle. My podróżujemy komunikacją, oni wypożyczają samochód, ale rejony zwiedzarskie mamy takie same i oczywiście główny cel – najwyższy wulkan Europy 🙂

W Katanii wylądowaliśmy przed czasem, zabraliśmy bagaż z taśmy po czym ruszyliśmy do hotelu, plusem jest to, że lotnisko znajduje się praktycznie w mieście. Trasa przez peryferia jest bardzo emocjonująca w nocy, po drodze trafiamy do sklepu, gdzie oprócz jedzenia kupujemy lokalne winko 🙂 Z trafieniem do hotelu nie mamy żadnego problemu, właściciel na nas już czeka, dostajemy klucze i krótki instruktarz, gdzie co jest. Pokoik przytulny z balkonem i widokiem na ulice, jak na Włochy nawet na zewnątrz bardzo cicho 🙂 Dzisiaj już nam się nic nie chce, idziemy spać, bo jutro trzeba ogarnąć transport pod Etnę plus zwiedzić Katanię, kupić Małego Księcia, coś zjeść … uff trochę dużo tego jak na mnie 🙂

Wstajemy jakoś tak po 8:00, toaleta i idziemy zjeść śniadanie, no cóż włoskie śniadanie jest jakie jest, jemy jakieś ciastka popijając kawusią z kawiarki 🙂 dodatkowo wcinam kupione poprzedniego dnia wyborne sycylijskie salami, zapijając je czerwonym winem 🙂

Pod samym nosem mamy Zamek, a dokładnie Castello Ursino i tam kierujemy swoje pierwsze kroki, tym bardziej, że wrota zamku widać spod naszego hotelu 🙂

Sam zamek został wybudowany w XIII wieku a jego budowa trwała 11 lat, na jego solidne wykonanie wskazują to, że przetrwał bez szwanku liczne trzęsienia ziemi, które funduje w tym rejonie nasz główny cel czyli Etna 🙂

W zamku znajduje się muzeum, które chętnie odwiedzamy, przechadzając się się po komnatach podziwiamy liczne rzeźby, malarstwo i wyroby ceramiczne, nas samych zainteresował taras w jednej z wież, gdzie mogliśmy po raz pierwszy popatrzyć na górujący nad miastem wulkan.

Ruszamy dalej, po drodze trafiamy na księgarnio-knajpkę, gdzie kupujemy włoskie wydanie Małego Księcia, dzwonię do naszej znajomej Bożenki czy aby nie chce też i tu dowiaduję się, że jest wersja w języku sycylijskim, o której nie wiemy, pani z księgarni potwierdza ten fakt, ale nie posiada takiego wydania, no cóż może gdzie indziej się uda.

Zakupy zrobione, kierujemy się do Teatru Rzymskiego. Na myśl teatru szukamy jakiejś wielkiej budowli z przestrzeniami wokół, nic bardziej mylnego teatr jest idealnie wkomponowany w miejską zabudowę i gdyby nie GPS, to pewnie byśmy go nie zauważyli.

Rzymski teatr w Katanii został wybudowany w I w n.e. na bazie pochodzącego z IV w p.n.e teatru greckiego, głównym budulcem była lawa. Rozbudowano go w II w n.e., zaś w okolicach VI-VII n.e. został opuszczony i stopniowo ulegał zniszczeniu. Pierwsze prace archeologiczne rozpoczęto pod koniec XIX wieku, kontynuowano je w XX wieku, obok teatru znajduje się niewielki odeon.

Teatr daje bardzo miły cień, do tego można się trochę poszwendać po jego zakamarkach, odpoczywając od ciepła i gwaru ulicy.

Ruszamy dalej tym razem miała być Katedra św. Agaty ale jakoś tak zaszliśmy nie tam gdzie trzeba i finalnie doszliśmy do Klasztoru Benedyktynów, gdzie zwijał się akurat jakiś targ, ale że musielibyśmy czekać na przewodnika, to tylko pokręciliśmy się wokół bacznie obserwowani przez miejscowe koty 🙂

Teraz idziemy już w kierunku właściwej katedry przy okazji zatrzymujemy się przy pomniku słonia Liotro niosącego na grzbiecie egipski obelisk, słonik ów jest symbolem Katanii i ma chronić miasto przed wybuchami Etny, dodać należy, że cały wykonany jest ze skały lawowej.

Z racji tego, iż katedra otwarta jest dopiero od 16:00 odwiedzamy pachnący z oddali targ rybny oraz fontannę na podziemnej rzece Amenano, zahaczamy również o Ratusz Miejski, gdzie możemy podziwiać bogato zdobione karoce.

Wybiła 16:00 ruszamy do Katedry św. Agaty, aby wydrapać się na jej kopułę i podziwiać panoramę miasta, oj trochę czasu nam zeszło bo to chyba najlepszy widok w Katanii.

Budowę Katedry datuje się na na lata 1078 do 1093, zbudowana została na polecenie sycylijskiego króla Rogera I, który chciał uwolnić Sycylię od islamskich wpływów. W roku 1169 Katedra św. Agaty została praktycznie zrównana z ziemią przez potężne trzęsienie ziemi. W tym samym roku na gruzach Cattedrale di Sant’Agata wybuchł pożar, który zniszczył wiele tych elementów kościoła, które ocalały po trzęsieniu ziemi. Ponad 500 lat później, w 1693 roku, jedno z największych trzęsień ziemi w Katanii ponownie zrujnowało katedrę św. Agaty. Obecny barokowy wygląd kościoła to zasługa odbudowy w XVII w. , a autorem nowej fasady jest architekt który zaprojektował słynną rzeźbę słonia Lotioro – Giovanni Battista Vaccarini.

Marcin postanowił pójść najdłuższą ulicą Katanii via Etna, de facto wybrukowaną skałą lawową, aby zobaczyć jakieś wielkie schody, a my poszliśmy na centralny dworzec kolejowy, rozkminić odjazdy autobusów pod schronisko Sapienza. Pomógł nam w tym miejscowy taksówkarz pokazując miejsce odjazdu (przystanek nr 8) i podając czas odjazdu 8:15, ale warto być wcześniej około 7:30 i zakupić bilet w biurze firmy przewozowej AST. Biuro jest fajnie oznaczone na maps.me jako AST ticket office (koordynaty GPS: 37.506957; 15.098076).

No nic, mamy wszystko wracamy po drodze zahaczając o Fontannę Delfinów i znajdujący się na przeciwko niej Teatr Belliniego. Kim był Bellini bo praktycznie mnóstwo miejsc w Katanii do niego nawiązuje? Vincenzo Bellini to włoski kompozytor szkoły neapolitańskiej urodzony w Katanii 3 listopada 1801 roku, Bellini pisał w stylu bel canto; był obok Donizettiego najważniejszym przed Verdim twórcą włoskiej opery romantycznej. Charakterystyczna dla Belliniego jest jego inwencja melodyczna, która znalazła uznanie Berlioza i Wagnera. Wykonawcami głównych partii w operach Belliniego byli najwybitniejsi śpiewacy jego czasów. To tyle za Wikipedią.

Do samego teatru nie weszliśmy, gdyż było już za późno, a godziny zwiedzania i spektaklów są sztywno rozpisane na bocznych drzwiach wejściowych.

Nic ruszamy do knajpki niedaleko naszego hotelu, gdzie smakujemy włoskiego wina, makaronów i owoców morza, istna wyżerka. Marcina nie ma dalej, więc poszliśmy odleżeć nasz posiłek i w między czasie pojawił się Marcin z torebkami z McDonalda 😛 schody podobno nie wyglądały jak te w Mediolanie 🙂

Tak zakończyliśmy drugi dzień w Katanii, kładziemy się spać bo rano wcześnie wstajemy i ruszamy na Etnę. W międzyczasie Kasia zdała nam relacje z wyjścia, zaatakowali południowo-wschodni krater, widoki niesamowite i ten miły zapach siarki 🙂

Śniadanie wersja uboga, bo są jakieś obleśne krakersy i kawa, ale kawa już nasza bo tam się skończyła, ruszamy na dworzec po drodze zahaczając znowu przez Teatr Belliniego.

Kupujemy kebaba niedaleko dworca i zajadając się nim ruszamy na poszukiwania biura AST – co nam się szybko udaje i za 6.60 euro kupujemy bilety tam i z powrotem, zostaje teraz tylko poczekać na przystanku. Na przystanku zaczepia nas pan w ciemnych okularach 🙂 pytając czy mamy bilet, bo za chwilę przyjedzie autobus, dodatkowo informuje nas, że kebaba nie możemy jeść w środku 🙂 Marcin nie kupował jedzenia bo ma torebkę wypełnioną specjałami z McDonalda 😛

Ruszamy, pan zachowuje się jak przewodnik, a w przyjacielskiej gadce próbuje nam wkręcać jakieś restauracje w miejscu postoju, na to po Afryce już się nie damy zrobić 😛 Autobus trasę pokonuje w niecałe 2 godziny, głównie przez to, że zatrzymujemy się na 20 minut w miejscowości Nicolosi zwanej Bramą do Etny, bardzo urokliwe miasteczko z ładnym kościółkiem niedaleko urzędu miejskiego, dość szybko uciekamy od autobusu bo pan „zapowiadacz” próbuje namawiać na zdrową żywność i inne wynalazki 🙂

Z oddali obserwujemy sytuację przy autobusie i w momencie, gdy podróżni zaczynają wsiadać, my szybciutko wskakujemy do środka, pana „zapowiadacza” już nie ma … uff. Trasa pnie się mozolnie pod górę a krajobraz robi się coraz bardziej księżycowy, wszędzie gruzowiska lawy. Docieramy do schroniska, gdzie na parkingu mamy się spotkać o 16:30 na powrót 🙂

Żwawo ruszamy do kasy kolejki, aby trochę ukraść czasu i pobyć dłużej w towarzystwie korony naszej wybuchającej królowej. Dodać trzeba, iż Etna ostatnią erupcję miała w styczniu bieżącego roku, dlatego zdobycie jej stało dla nas pod wielkim znakiem zapytania.

W autobusie poznaliśmy bardzo sympatycznego Ukraińca Kyrylo i postanowiliśmy stworzyć wspólnie hardcorową ekipę zdobywającą centralny krater 😛

Bilet tam i powrót kolejką to wydatek 30 euro, a ostatni zjazd jest o 16:00, mamy trochę po 10:00 więc 6 godzin to chyba dużo … chyba 😛

Kolejka leniwie pnie się do góry, my podziwiamy księżycowy krajobraz. Kasia stwierdziła, że to najbrzydsza góra, moim zdaniem widoki są niesamowite, a o gustach się nie dyskutuje 😛

Wysiadamy z kolejki i ruszamy na Torre del Filosofo ze szlakowskazu wynika, iż to tylko 1:40 h więc spoko, trasę tą można pokonać terenowymi autobusami ale cena odstrasza kolejne 30 euro. Ruszamy w górę w miarę płasko, zaczyna nam się nudzić. Kyrylo wpada na pomysł, że możemy wspiąć się na krater o dziwnej nazwie „Miejsce Erupcji 2003” (Coni eruzione 2003), ruszamy. Tu zaczyna się jazda bo z krateru trochę kopci, co nam zbytnio nie przeszkadza, ale popiół i ostry kąt nachylenia już tak :/ miejscami boję się, że odpadnę i polecę jak kamienie w dół, plusem jest to, że popiół jest przyjemnie ciepły 🙂 Po naprawdę upiornej wspinaczce dostajemy się na górę, gdzie możemy podziwiać krater 2003 i Barbagallo oba robią niesamowite wrażenie, można się też dostać do nich przez Torre del Filosofo ale my woleliśmy inaczej, na pewno bardziej widokowo i ciekawiej 🙂

Wysokość około 3 tysiące, ale my jesteśmy zaaklimatyzowani po Etiopii więc raczej problemu nie ma, wyziewami za bardzo nie śmierdzi więc ruszamy w kierunku szlaku na Etnę, który można pokonać na własną odpowiedzialność, bądź wraz z przewodnikiem. Nami zbytnio się nikt nie interesował więc raźno pocwałowaliśmy w kierunku centralnego krateru zaliczając po drodze krater Coni 1971. Pogoda trochę zaczyna nam się psuć a szczególnie nad centralnym kraterem bo południowo-wschodni dalej bez chmur, ale co to dla nas ruszamy po śnieżno-szarym zboczu w górę zapadając się w ciepłym popiele, tak powoli pniemy się w kierunku krateru. Tracimy widoczność przed samym szczytem, do tego potwornie wieje wiatr. Kyrylo to taki dobry duch naszej ekipy, jak mi się już nie chce to widzę jego zapał i wspinam się w popiele dalej 🙂 Przed nami urwisko krateru – czyli najwyższy wulkan Europy zdobyty! Pamiątkowe zdjęcia, filmik i schodzimy w dół, bo wiatr robi się niebezpiecznie silny i jakoś średnio chciałbym wpaść do krateru czynnego wulkanu 🙂

Ślad trasy na Etnę : Trasa na Etnę       Trasa 3D : Trasa 3D na Etnę

(podziękowania dla Kyrylo za rejestrowanie śladu gps)

Film z krateru centralnego Etny :

Zejście to bajka, szybko i sprawnie, po drodze spotykamy Niemców, którzy próbowali wspinaczki na centralny krater, ale dali sobie spokój zapadając się w popiele. Wygląda na to, że dzisiaj tylko my zdobyliśmy Etnę 🙂 mijamy Torre del Filosofo i ruszamy do kolejki. W budynku raczymy się włoskimi kanapkami a Marcin wyciąga wielką torbę z logiem McDonalda i wcina burgera 🙂 robiąc wszystkim smaka 🙂

Około 16:00 zjeżdżamy pod schronisko Sapienza i maszerujemy na autobus, bus odjeżdża planowo o 16:30 i w godzinkę jesteśmy na dworcu w Katanii, w hotelu trzeba się opłukać z popiołu i zapachu siarki 🙂 Wykąpani ruszamy do pizzerni na zasłużoną kolację.

Pobudka tym razem około 9:00 zabieramy się za śniadanie, szybka kawusia i dyskusja gdzie jedziemy. W planie były Syrakuzy, ale o tej godzinie to już raczej nie ma sensu, wylatujemy o 19:50 z Katanii i możemy nie zdążyć wrócić na czas. Marcin proponuje Taorminę, patrząc na zdjęcia, które przesłała Kasia uznajemy, że tam ruszamy. Do tego zmieniła się pogoda na niekorzyść i ma padać. Pociągi z dworca centralnego praktycznie jeżdżą co 40 minut, pakujemy się i ruszamy. Na zewnątrz zrobiło się zimno i wietrznie. W drodze na dworzec kolejowy odwiedziliśmy dwie księgarnie, ale w obu brak Małego Księcia w wersji sycylijskiej. Śniadanie jemy w tym samym kebabie co dzień wcześniej, ale tym razem wewnątrz. Syci ruszamy na peron aby po chwili czekania siedzieć w ciepłym pociągu 🙂 Około 40 minut jazdy wzdłuż wybrzeża i jesteśmy w Taorminie. Pogoda niezbyt wesoła, Marcin postanowił zwiedzać górne miasto a my woleliśmy pójść na plażę, dogadaliśmy się, że za 2 godziny spotykamy się na dworcu. Ruszamy brzegiem, ale wieje, kropi deszczem nie jest zbyt ciekawie, szukamy jakiejś kafejki aby przeczekać i tu rodzi się problem … czas sjesty wszystko pozamykane, po przejściu około 1,5 kilometra trafiany na jedyną czynną restaurację w okolicy. Zamawiamy bruschetty i kawusię, czas płynie szybko jak tak siedzimy w osłoniętym ciepłym miejscu 🙂

Wracamy z powrotem aby spotkać się z Marcinem w okolicach dworca. Pociąg przyjeżdża z 5 minutowym opóźnieniem, w Katanii jesteśmy 3 godziny przed odlotem, nie chce nam się kombinować i jechać miejskim autobusem natomiast bezpośredni autobus za 4 euro ma przyjechać o bliżej nieokreślonym czasie, co widać po minach dużej grupy azjatyckich turystów stąpających z nogi na nogę na przystanku. Taksówka na lotnisko kosztuje 15 euro więc o jedno euro więcej na głowę. Nie zastanawiając się wsiadamy do taxi by za 10 minut znaleźć się na lotnisku. Dolecieliśmy do Katowic bezproblemowo … no może z małymi 🙂 turbulencjami po starcie.

 

Kilka praktycznych rad:

  • Autobus z lotniska i na lotnisko (bezpośredni) : 4 euro – nie korzystaliśmy
  • Autobus z lotniska i na lotnisko miejski: 1 euro (bilet 90 minutowy) – nie korzystaliśmy
  • Autobus na Etnę i z powrotem: 6,60 euro w jedną stronę 4 euro
  • Taxi na lotnisko z dworca kolejowego: 15 euro
  • Kolejka z schroniska Sapienza i z powrotem: 30 euro
  • Terenowy autobus do Torre del Filosofo i z powrotem : 30 euro – nie korzystaliśmy
  • Pociąg Katania – Taormina : 4,30 euro w jedną stronę
  • Pensjonat (hotel) Rubik`s Castle – ok. 150 euro 3 osoby 3 noce
  • Wstęp do Zamku i Teatru rzymskiego – 6 euro
  • Wstęp na kopułę Katedry św. Agaty – 4 euro

 

Ślad trasy na Etnę : Trasa na Etnę       Trasa 3D : Trasa 3D na Etnę

(podziękowania dla Kyrylo za rejestrowanie śladu gps)

Film z krateru centralnego Etny :