... czyli podróże małe i duże ...

Macedonia Północna 2026

czyli… trekking w Galiczicy nad Jezioro Ochrydzkie

Trekking w Galiczicy z widokiem na Jezioro Ochrydzkie

25 – 28 lipca 2026 

Przygoda zawsze zaczyna się od kupna biletu – tak też zrobiliśmy. Bilety z Katowic do Ochrydy kupiliśmy 31 stycznia 2026 roku, a wylot przypadał dopiero na sam środek sezonu wakacyjnego, pod koniec lipca. Cena była całkiem przystępna jak na wakacyjny termin: 360 zł w obie strony z bagażem rejestrowanym 20 kg. Tym razem nie lecimy sami, bo na wyjazd dała się namówić Kasia, która już z niejednej miski z nami jadła.

Nie był to nasz pierwszy górski wyjazd do Macedonii Północnej — wcześniej udało nam się wejść na Korab, najwyższy szczyt kraju.

Nasz trekking w Galiczicy miał połączyć przejście przez Park Narodowy Galičica (po polsku Galiczica) z odpoczynkiem nad Jeziorem Ochrydzkim, ale z czasem, jak to zwykle bywa, został trochę zmodyfikowany, bo chcieliśmy też pobyć nad wodą.

Ruszamy w sobotnie popołudnie na lotnisko w Katowicach. Dla odmiany nie korzystamy z naszego ulubionego parkingu Planeta, lecz postanawiamy spróbować czegoś innego. Samochód zostawiamy na samoobsługowym parkingu Golden, tuż przy lotnisku. Ze względu na niewielką odległość nie ma tam transferu, ale nie jest on potrzebny. Całkiem ciekawe rozwiązanie, więc od tej pory mamy już dwa ulubione parkingi: Planetę i Golden.

Na lotnisku czeka na nas Kasia i po nadaniu bagażu oraz kontroli bezpieczeństwa razem ruszamy na kawę. Samolot oczywiście odlatuje z opóźnieniem – ot, taki urok wakacyjnych lotów – ale, o dziwo, w Ochrydzie jesteśmy praktycznie o czasie. Pani pilot ostro gnała naszego Airbusa. 🙂

Na lotnisku czeka na nas kierowca z wielką kartką, na której wypisano moje imię i nazwisko. Za 15 euro, jeszcze przed 22:00, docieramy do naszego apartamentu – Apartments Three Ohrid. Jest już noc, więc cudów nie widzimy, ale mamy sklep pod nosem. Od razu ruszamy na zakupy, bo cholera wie, do której jest otwarty. Zakupy zrobione – w tym chorwacki rum – więc zabieramy się za kolację i degustację. Po uczcie idziemy spać, bo rano, zaraz po śniadaniu, ruszamy na miejsce startu naszej wędrówki.

Samochód przyjeżdża o czasie i o 8:30 jesteśmy w punkcie startowym przy rzece w miejscowości Elšani. Tam, w pobliskiej wiacie, kupuję online bilety wstępu do parku. Kosztują 100 MKD, czyli 100 denarów macedońskich. Muszę też dodać, że wcześniej wypełniłem formularz zgłoszeniowy dotyczący naszego wejścia na teren Parku Narodowego Galičica. Ze względu na okres zwiększonego zagrożenia pożarowego jest to wymagane. Kosztuje tylko trochę czasu, a w skrzynce mailowej mamy elegancki dokument z pieczątką, który należy okazać strażnikowi parku podczas ewentualnej kontroli.

Trzeba też pamiętać o zabraniu dużej ilości wody. Praktycznie tylko na starcie jest rzeka, dalej nie ma już źródeł, a latem bywa ciepło nawet na wysokości prawie 2000 m n.p.m. Trasa powoli pnie się w górę. Po drodze zahaczamy o lokalną kapliczkę, gdzie pozbywamy się zakupionego w Ochrydzie piwa, degustując je pod wiatą, a potem mozolnie wspinamy się dalej.

Trasa teoretycznie jest oznakowana, ale słabo, i można się nieźle zdziwić, dlatego najlepiej mieć zapisany ślad i kontrolować przebieg szlaku za pomocą GPS-u. Im wyżej, tym widoki robią się lepsze. Jezioro Ochrydzkie wygląda fantastycznie, a my docieramy na szczyt Chumo Vlaga, 1801 m n.p.m. Dalej trasa zaczyna przypominać bieszczadzkie połoniny. Powoli kierujemy się ku celowi dzisiejszej wędrówki – górze o wysokości prawie 2000 m n.p.m. i dość wymownej nazwie Vakafski Gnoj (1973 m n.p.m.). Teraz pozostaje już tylko zejście do schroniska Spiridon, a właściwie budynku macedońskich ratowników górskich. Zejście jest dość upierdliwe, bo z niemal 2000 metrów musimy zejść poniżej 1600, i to na niecałych dwóch kilometrach.

Na miejscu ogarniamy formalności. Nocleg kosztuje 25 euro od osoby, w cenie mamy śniadanie, a w całym schronisku jesteśmy sami – oczywiście poza panem ratownikiem. Mamy dostęp do kuchni, więc przygotowanie kolacji nie stanowi większego problemu. Musimy zrobić ją we własnym zakresie, bo w schronisku można kupić jedynie napoje, w tym piwo i rakiję.

Oczywiście degustujemy oba napoje wyskokowe. Schronisko składa się z parteru, na którym znajdują się wielka sala jadalna, kuchnia, łazienka oraz pomieszczenia ratowników górskich, i pierwszego piętra, na które wchodzi się po drewnianych schodach. Przy moim wzroście trzeba tam uważać na głowę. Na piętrze są dwa duże pokoje z około dziesięcioma łóżkami. Wybieramy ten po lewej, bo rano słońce nie powinno tam wpadać, a co za tym idzie – nie będzie nas zbyt wcześnie budzić.

Noc mija bez niespodzianek. O 8:00 mamy śniadanie, a do tego dostajemy tzw. wyprawkę na trasę: rogalik z czekoladą, dwa batony energetyczne i kartonik z napojem. Świetna sprawa. Dowiadujemy się też, że niedaleko znajduje się nowo powstała via ferrata Dobroja o trudności C/D. No cóż, trzeba będzie tu wrócić, bo ferrata zapowiada się ciekawie. Najedzeni i napici – tym razem bezalkoholowo – ruszamy w trasę do Peštani, miejscowości położonej nad samym brzegiem Jeziora Ochrydzkiego.

Trekking w Galiczicy drugiego dnia jest już znacznie łatwiejszy i prowadzi nas w stronę Jeziora Ochrydzkiego. Zaczynamy od asfaltu, by w końcu zejść w malownicze tereny leśne, gdzie od czasu do czasu między drzewami przebija widok na taflę wody, zachęcającą do schłodzenia się. Trasa nie jest męcząca i dość szybko udaje nam się pokonać kilkanaście kilometrów do wioski. Bożenka zalicza jeszcze sesję zdjęciową z całkiem udanym, jak na swoje lata, samochodem marki Zastava. 🙂

Główna część wioski Peštani znajduje się przy samej drodze. Są tam restauracje, hotele, sklepy, plaża oraz nasz apartament. Co zabawne, kiedy wchodzimy do wioski, właściciel apartamentu pyta nas, o której będziemy na miejscu. No cóż – za dziesięć minut. 🙂 Na miejscu wita nas jego mama i od razu prowadzi do apartamentu. Za dwie doby płacimy 104 euro. Dostajemy super balkon z widokiem na Jezioro Ochrydzkie, więc jest gdzie wieczorem posiedzieć. Apartments Vela – Peštani to miejsce godne polecenia: wszędzie mamy blisko, jest klimatyzacja i wszystko, czego potrzeba nam do szczęścia.

Od razu przebieramy się w stroje kąpielowe i wskakujemy do jeziora. Woda jest idealna, a jej legendarna czystość robi wrażenie. Podobnie jak ceny – wreszcie są rozsądne, a nie jak w polskiej gastronomii. Rozpisywać się o tym, jak się kąpiemy, odpoczywamy i degustujemy rakiję, raczej nie będę, bo koń, jaki jest, każdy widzi na załączonych zdjęciach. Czas leci nieubłaganie, ale wracamy dopiero późnym popołudniem, więc praktycznie mamy jeszcze cały dzień na korzystanie z atrakcji związanych z jeziorem.

O 18:00 punktualnie zjawia się wcześniej zamówiony taksówkarz, który za 35 euro dowozi nas na lotnisko. A tam niespodzianka: lotnisko jest zamknięte i otwierają je dopiero po 19:00. Co więcej, samolot spóźnia się jeszcze ponad godzinę. Poza opóźnieniem nie czekają nas jednak żadne kolejne niespodzianki i bezpiecznie wracamy do domów.

Jako dodatek dorzucamy ślady naszych tras na Wikiloc:

Elšani to Spiridon – Galičica National Park

Spiridon to Peštani – Galičica National Park

Podobała Ci się ta relacja? ☕

Jeśli nasze opisy, zdjęcia lub ślady tras okazały się przydatne, możesz postawić nam kawę na kolejny wyjazd. Dzięki!


☕ Postaw nam kawę