… czyli my nie damy rady, potrzymajcie nam piwo
Etna czyli najwyższy wulkan Europy to coś dla nas, kupujemy bilety od Wizzair`a a przy okazji jeszcze dołącza się Marcin, Kasia, Aśka, Andrzej, Piotrek i Krzysiek, który finalnie jednak nie poleciał ze względów osobistych. Ups zrobiła się mała wycieczka, wyjście na Etnę jest trochę reglamentowane, a takim tłumem pewnie by nas przechwycili, więc dzielimy się na dwie grupy. Ja, Bożenka i Marcin a druga ekipa pod wezwaniem Kasi
Spotykamy się w sumie na lotniskach i tylko tyle. My podróżujemy komunikacją, oni wypożyczają samochód, ale rejony zwiedzarskie mamy takie same i oczywiście główny cel – najwyższy wulkan Europy
W Katanii wylądowaliśmy przed czasem, zabraliśmy bagaż z taśmy po czym ruszyliśmy do hotelu, plusem jest to, że lotnisko znajduje się praktycznie w mieście. Trasa przez peryferia jest bardzo emocjonująca w nocy, po drodze trafiamy do sklepu, gdzie oprócz jedzenia kupujemy lokalne winko Z trafieniem do hotelu nie mamy żadnego problemu, właściciel na nas już czeka, dostajemy klucze i krótki instruktarz, gdzie co jest. Pokoik przytulny z balkonem i widokiem na ulice, jak na Włochy nawet na zewnątrz bardzo cicho
Dzisiaj już nam się nic nie chce, idziemy spać, bo jutro trzeba ogarnąć transport pod Etnę plus zwiedzić Katanię, kupić Małego Księcia, coś zjeść … uff trochę dużo tego jak na mnie
Wstajemy jakoś tak po 8:00, toaleta i idziemy zjeść śniadanie, no cóż włoskie śniadanie jest jakie jest, jemy jakieś ciastka popijając kawusią z kawiarki dodatkowo wcinam kupione poprzedniego dnia wyborne sycylijskie salami, zapijając je czerwonym winem
Pod samym nosem mamy Zamek, a dokładnie Castello Ursino i tam kierujemy swoje pierwsze kroki, tym bardziej, że wrota zamku widać spod naszego hotelu
Sam zamek został wybudowany w XIII wieku a jego budowa trwała 11 lat, na jego solidne wykonanie wskazują to, że przetrwał bez szwanku liczne trzęsienia ziemi, które funduje w tym rejonie nasz główny cel czyli Etna
W zamku znajduje się muzeum, które chętnie odwiedzamy, przechadzając się się po komnatach podziwiamy liczne rzeźby, malarstwo i wyroby ceramiczne, nas samych zainteresował taras w jednej z wież, gdzie mogliśmy po raz pierwszy popatrzyć na górujący nad miastem wulkan.
Ruszamy dalej, po drodze trafiamy na księgarnio-knajpkę, gdzie kupujemy włoskie wydanie Małego Księcia, dzwonię do naszej znajomej Bożenki czy aby nie chce też i tu dowiaduję się, że jest wersja w języku sycylijskim, o której nie wiemy, pani z księgarni potwierdza ten fakt, ale nie posiada takiego wydania, no cóż może gdzie indziej się uda.
Zakupy zrobione, kierujemy się do Teatru Rzymskiego. Na myśl teatru szukamy jakiejś wielkiej budowli z przestrzeniami wokół, nic bardziej mylnego teatr jest idealnie wkomponowany w miejską zabudowę i gdyby nie GPS, to pewnie byśmy go nie zauważyli.
Rzymski teatr w Katanii został wybudowany w I w n.e. na bazie pochodzącego z IV w p.n.e teatru greckiego, głównym budulcem była lawa. Rozbudowano go w II w n.e., zaś w okolicach VI-VII n.e. został opuszczony i stopniowo ulegał zniszczeniu. Pierwsze prace archeologiczne rozpoczęto pod koniec XIX wieku, kontynuowano je w XX wieku, obok teatru znajduje się niewielki odeon.
Teatr daje bardzo miły cień, do tego można się trochę poszwendać po jego zakamarkach, odpoczywając od ciepła i gwaru ulicy.
Ruszamy dalej tym razem miała być Katedra św. Agaty ale jakoś tak zaszliśmy nie tam gdzie trzeba i finalnie doszliśmy do Klasztoru Benedyktynów, gdzie zwijał się akurat jakiś targ, ale że musielibyśmy czekać na przewodnika, to tylko pokręciliśmy się wokół bacznie obserwowani przez miejscowe koty
Teraz idziemy już w kierunku właściwej katedry przy okazji zatrzymujemy się przy pomniku słonia Liotro niosącego na grzbiecie egipski obelisk, słonik ów jest symbolem Katanii i ma chronić miasto przed wybuchami Etny, dodać należy, że cały wykonany jest ze skały lawowej.
Z racji tego, iż katedra otwarta jest dopiero od 16:00 odwiedzamy pachnący z oddali targ rybny oraz fontannę na podziemnej rzece Amenano, zahaczamy również o Ratusz Miejski, gdzie możemy podziwiać bogato zdobione karoce.
Wybiła 16:00 ruszamy do Katedry św. Agaty, aby wydrapać się na jej kopułę i podziwiać panoramę miasta, oj trochę czasu nam zeszło bo to chyba najlepszy widok w Katanii.
Budowę Katedry datuje się na na lata 1078 do 1093, zbudowana została na polecenie sycylijskiego króla Rogera I, który chciał uwolnić Sycylię od islamskich wpływów. W roku 1169 Katedra św. Agaty została praktycznie zrównana z ziemią przez potężne trzęsienie ziemi. W tym samym roku na gruzach Cattedrale di Sant’Agata wybuchł pożar, który zniszczył wiele tych elementów kościoła, które ocalały po trzęsieniu ziemi. Ponad 500 lat później, w 1693 roku, jedno z największych trzęsień ziemi w Katanii ponownie zrujnowało katedrę św. Agaty. Obecny barokowy wygląd kościoła to zasługa odbudowy w XVII w. , a autorem nowej fasady jest architekt który zaprojektował słynną rzeźbę słonia Lotioro – Giovanni Battista Vaccarini.
Marcin postanowił pójść najdłuższą ulicą Katanii via Etna, de facto wybrukowaną skałą lawową, aby zobaczyć jakieś wielkie schody, a my poszliśmy na centralny dworzec kolejowy, rozkminić odjazdy autobusów pod schronisko Sapienza. Pomógł nam w tym miejscowy taksówkarz pokazując miejsce odjazdu (przystanek nr 8) i podając czas odjazdu 8:15, ale warto być wcześniej około 7:30 i zakupić bilet w biurze firmy przewozowej AST. Biuro jest fajnie oznaczone na maps.me jako AST ticket office (koordynaty GPS: 37.506957; 15.098076).
No nic, mamy wszystko wracamy po drodze zahaczając o Fontannę Delfinów i znajdujący się na przeciwko niej Teatr Belliniego. Kim był Bellini bo praktycznie mnóstwo miejsc w Katanii do niego nawiązuje? Vincenzo Bellini to włoski kompozytor szkoły neapolitańskiej urodzony w Katanii 3 listopada 1801 roku, Bellini pisał w stylu bel canto; był obok Donizettiego najważniejszym przed Verdim twórcą włoskiej opery romantycznej. Charakterystyczna dla Belliniego jest jego inwencja melodyczna, która znalazła uznanie Berlioza i Wagnera. Wykonawcami głównych partii w operach Belliniego byli najwybitniejsi śpiewacy jego czasów. To tyle za Wikipedią.
Do samego teatru nie weszliśmy, gdyż było już za późno, a godziny zwiedzania i spektaklów są sztywno rozpisane na bocznych drzwiach wejściowych.
Nic ruszamy do knajpki niedaleko naszego hotelu, gdzie smakujemy włoskiego wina, makaronów i owoców morza, istna wyżerka. Marcina nie ma dalej, więc poszliśmy odleżeć nasz posiłek i w między czasie pojawił się Marcin z torebkami z McDonalda schody podobno nie wyglądały jak te w Mediolanie
Tak zakończyliśmy drugi dzień w Katanii, kładziemy się spać bo rano wcześnie wstajemy i ruszamy na Etnę. W międzyczasie Kasia zdała nam relacje z wyjścia, zaatakowali południowo-wschodni krater, widoki niesamowite i ten miły zapach siarki
Śniadanie wersja uboga, bo są jakieś obleśne krakersy i kawa, ale kawa już nasza bo tam się skończyła, ruszamy na dworzec po drodze zahaczając znowu przez Teatr Belliniego.
Kupujemy kebaba niedaleko dworca i zajadając się nim ruszamy na poszukiwania biura AST – co nam się szybko udaje i za 6.60 euro kupujemy bilety tam i z powrotem, zostaje teraz tylko poczekać na przystanku. Na przystanku zaczepia nas pan w ciemnych okularach pytając czy mamy bilet, bo za chwilę przyjedzie autobus, dodatkowo informuje nas, że kebaba nie możemy jeść w środku
Marcin nie kupował jedzenia bo ma torebkę wypełnioną specjałami z McDonalda
Ruszamy, pan zachowuje się jak przewodnik, a w przyjacielskiej gadce próbuje nam wkręcać jakieś restauracje w miejscu postoju, na to po Afryce już się nie damy zrobić Autobus trasę pokonuje w niecałe 2 godziny, głównie przez to, że zatrzymujemy się na 20 minut w miejscowości Nicolosi zwanej Bramą do Etny, bardzo urokliwe miasteczko z ładnym kościółkiem niedaleko urzędu miejskiego, dość szybko uciekamy od autobusu bo pan „zapowiadacz” próbuje namawiać na zdrową żywność i inne wynalazki
Z oddali obserwujemy sytuację przy autobusie i w momencie, gdy podróżni zaczynają wsiadać, my szybciutko wskakujemy do środka, pana „zapowiadacza” już nie ma … uff. Trasa pnie się mozolnie pod górę a krajobraz robi się coraz bardziej księżycowy, wszędzie gruzowiska lawy. Docieramy do schroniska, gdzie na parkingu mamy się spotkać o 16:30 na powrót
Żwawo ruszamy do kasy kolejki, aby trochę ukraść czasu i pobyć dłużej w towarzystwie korony naszej wybuchającej królowej. Dodać trzeba, iż Etna ostatnią erupcję miała w styczniu bieżącego roku, dlatego zdobycie jej stało dla nas pod wielkim znakiem zapytania.
W autobusie poznaliśmy bardzo sympatycznego Ukraińca Kyrylo i postanowiliśmy stworzyć wspólnie hardcorową ekipę zdobywającą centralny krater
Bilet tam i powrót kolejką to wydatek 30 euro, a ostatni zjazd jest o 16:00, mamy trochę po 10:00 więc 6 godzin to chyba dużo … chyba
Kolejka leniwie pnie się do góry, my podziwiamy księżycowy krajobraz. Kasia stwierdziła, że to najbrzydsza góra, moim zdaniem widoki są niesamowite, a o gustach się nie dyskutuje
Wysiadamy z kolejki i ruszamy na Torre del Filosofo ze szlakowskazu wynika, iż to tylko 1:40 h więc spoko, trasę tą można pokonać terenowymi autobusami ale cena odstrasza kolejne 30 euro. Ruszamy w górę w miarę płasko, zaczyna nam się nudzić. Kyrylo wpada na pomysł, że możemy wspiąć się na krater o dziwnej nazwie „Miejsce Erupcji 2003” (Coni eruzione 2003), ruszamy. Tu zaczyna się jazda bo z krateru trochę kopci, co nam zbytnio nie przeszkadza, ale popiół i ostry kąt nachylenia już tak :/ miejscami boję się, że odpadnę i polecę jak kamienie w dół, plusem jest to, że popiół jest przyjemnie ciepły Po naprawdę upiornej wspinaczce dostajemy się na górę, gdzie możemy podziwiać krater 2003 i Barbagallo oba robią niesamowite wrażenie, można się też dostać do nich przez Torre del Filosofo ale my woleliśmy inaczej, na pewno bardziej widokowo i ciekawiej
Wysokość około 3 tysiące, ale my jesteśmy zaaklimatyzowani po Etiopii więc raczej problemu nie ma, wyziewami za bardzo nie śmierdzi więc ruszamy w kierunku szlaku na Etnę, który można pokonać na własną odpowiedzialność, bądź wraz z przewodnikiem. Nami zbytnio się nikt nie interesował więc raźno pocwałowaliśmy w kierunku centralnego krateru zaliczając po drodze krater Coni 1971. Pogoda trochę zaczyna nam się psuć a szczególnie nad centralnym kraterem bo południowo-wschodni dalej bez chmur, ale co to dla nas ruszamy po śnieżno-szarym zboczu w górę zapadając się w ciepłym popiele, tak powoli pniemy się w kierunku krateru. Tracimy widoczność przed samym szczytem, do tego potwornie wieje wiatr. Kyrylo to taki dobry duch naszej ekipy, jak mi się już nie chce to widzę jego zapał i wspinam się w popiele dalej Przed nami urwisko krateru – czyli najwyższy wulkan Europy zdobyty! Pamiątkowe zdjęcia, filmik i schodzimy w dół, bo wiatr robi się niebezpiecznie silny i jakoś średnio chciałbym wpaść do krateru czynnego wulkanu
Ślad trasy na Etnę : Trasa 3D :
(podziękowania dla Kyrylo za rejestrowanie śladu gps)
Film z krateru centralnego Etny :
Zejście to bajka, szybko i sprawnie, po drodze spotykamy Niemców, którzy próbowali wspinaczki na centralny krater, ale dali sobie spokój zapadając się w popiele. Wygląda na to, że dzisiaj tylko my zdobyliśmy Etnę mijamy Torre del Filosofo i ruszamy do kolejki. W budynku raczymy się włoskimi kanapkami a Marcin wyciąga wielką torbę z logiem McDonalda i wcina burgera
robiąc wszystkim smaka
Około 16:00 zjeżdżamy pod schronisko Sapienza i maszerujemy na autobus, bus odjeżdża planowo o 16:30 i w godzinkę jesteśmy na dworcu w Katanii, w hotelu trzeba się opłukać z popiołu i zapachu siarki Wykąpani ruszamy do pizzerni na zasłużoną kolację.
Pobudka tym razem około 9:00 zabieramy się za śniadanie, szybka kawusia i dyskusja gdzie jedziemy. W planie były Syrakuzy, ale o tej godzinie to już raczej nie ma sensu, wylatujemy o 19:50 z Katanii i możemy nie zdążyć wrócić na czas. Marcin proponuje Taorminę, patrząc na zdjęcia, które przesłała Kasia uznajemy, że tam ruszamy. Do tego zmieniła się pogoda na niekorzyść i ma padać. Pociągi z dworca centralnego praktycznie jeżdżą co 40 minut, pakujemy się i ruszamy. Na zewnątrz zrobiło się zimno i wietrznie. W drodze na dworzec kolejowy odwiedziliśmy dwie księgarnie, ale w obu brak Małego Księcia w wersji sycylijskiej. Śniadanie jemy w tym samym kebabie co dzień wcześniej, ale tym razem wewnątrz. Syci ruszamy na peron aby po chwili czekania siedzieć w ciepłym pociągu Około 40 minut jazdy wzdłuż wybrzeża i jesteśmy w Taorminie. Pogoda niezbyt wesoła, Marcin postanowił zwiedzać górne miasto a my woleliśmy pójść na plażę, dogadaliśmy się, że za 2 godziny spotykamy się na dworcu. Ruszamy brzegiem, ale wieje, kropi deszczem nie jest zbyt ciekawie, szukamy jakiejś kafejki aby przeczekać i tu rodzi się problem … czas sjesty wszystko pozamykane, po przejściu około 1,5 kilometra trafiany na jedyną czynną restaurację w okolicy. Zamawiamy bruschetty i kawusię, czas płynie szybko jak tak siedzimy w osłoniętym ciepłym miejscu
Wracamy z powrotem aby spotkać się z Marcinem w okolicach dworca. Pociąg przyjeżdża z 5 minutowym opóźnieniem, w Katanii jesteśmy 3 godziny przed odlotem, nie chce nam się kombinować i jechać miejskim autobusem natomiast bezpośredni autobus za 4 euro ma przyjechać o bliżej nieokreślonym czasie, co widać po minach dużej grupy azjatyckich turystów stąpających z nogi na nogę na przystanku. Taksówka na lotnisko kosztuje 15 euro więc o jedno euro więcej na głowę. Nie zastanawiając się wsiadamy do taxi by za 10 minut znaleźć się na lotnisku. Dolecieliśmy do Katowic bezproblemowo … no może z małymi turbulencjami po starcie.
Kilka praktycznych rad:
- Autobus z lotniska i na lotnisko (bezpośredni) : 4 euro – nie korzystaliśmy
- Autobus z lotniska i na lotnisko miejski: 1 euro (bilet 90 minutowy) – nie korzystaliśmy
- Autobus na Etnę i z powrotem: 6,60 euro w jedną stronę 4 euro
- Taxi na lotnisko z dworca kolejowego: 15 euro
- Kolejka z schroniska Sapienza i z powrotem: 30 euro
- Terenowy autobus do Torre del Filosofo i z powrotem : 30 euro – nie korzystaliśmy
- Pociąg Katania – Taormina : 4,30 euro w jedną stronę
- Pensjonat (hotel) Rubik`s Castle – ok. 150 euro 3 osoby 3 noce
- Wstęp do Zamku i Teatru rzymskiego – 6 euro
- Wstęp na kopułę Katedry św. Agaty – 4 euro
Ślad trasy na Etnę : Trasa 3D :
(podziękowania dla Kyrylo za rejestrowanie śladu gps)