2025
Zwardoń, Polska
20 – 21 grudnia
Kupiliśmy nowy namiot więc trzeba by go przetestować, Kikuła w Zwardoniu jest do tego bardzo dobrym miejscem. Namiot spisał się na medal, a my mieliśmy idealne warunki w nocy, świetny wschód słońca, a nawet trafiło się rzadkie zjawisko jakim jest słup słoneczny.
***
Abisko, Kiruna, Szwecja
4 – 8 grudnia
Rejon za kręgiem polarnym zawsze nas przyciągał do siebie, a to Grenlandia, a to Rovaniemi, a to Spitsbergen i teraz dla odmiany szwedzka Laponia, czyli Kiruna a bardziej Abisko, gdzie udało się nam zapolować na zorzę polarną, a przy okazji zrobić bardzo fajny trekking wzdłuż rzeki Abiskojokk w warunkach zimowych. Nasz przylot też zapoczątkował noc polarną co celebrowaliśmy wraz z Marcina urodzinami. 🙂
***
Lokorsko, Bułgaria
14 – 17 listopad
Stara Płanina, Bułgaria, namiot, zaplanowana trzydniowa trasa. Co może nam pokrzyżować plany? W sumie nic, jak to bywa zawsze w Bułgarii jest bosko. Ponad 50 kilometrów trasy, którą trzeba było zmodyfikować, gdyż w listopadzie dzień krótki, trasa zbyt dobrze oznaczona nie jest, a po drodze wiatrołomy, rzeki, brak ścieżek i takie tam. Ogólnie nasz klimat. W nocy temperatury spadają poniżej zera, co widać na zamarzniętych kałużach, ale co to dla nas. Śpiwory wiosenno-jesienne mimo, iż puchowe jednak to nie to samo co zimowe i miejscami w nocy było lekko chłodno. 🙂
***
Bov, Bułgaria
19 – 22 września
Stara Płanina w Bułgarii to rzut beretem od Sofii, klimat naszych Bieszczad z początku lat 2000. Dobre jedzenie, sympatyczni ludzie i… góry, które cieszą jesiennymi kolorami. Ruszamy z miejscowości Gara Bov przez drewniane mosty, rzeki, opuszczone bazy wojskowe, zdobywamy szczyt Izdremets 1496 m npm, aby zejść 1000 metrów w dół przedzierając się korytem rzeki do Klasztoru Najświętszej Bogurodzicy, tam zjeść zupę fasolową i ruszyć ponownie prawie 1000 m w górę do miejsca naszego noclegu.
***
Słowacja, Liptovské Revúce
6 września
Kolejny wypad na Słowacje i kolejny raz jesteśmy na Dwóch Wieżach, towarzyszą nam Basia i Rafał. Tym razem pogodę mamy w kratkę, parę razy zagrzmiało, co dało nam trochę do myślenia, ale gdy zaczęło padać daliśmy już sobie spokój. Ferraty nie uciekną.
***
Nowy Jork, USA
28 sierpnia – 2 września
Drugi nasz wypad do USA, tym razem tylko Duże Jabłko, ale bardzo intensywnie. Zwiedziliśmy lotniskowiec Itrepid, a tam czekał na nas m.in. F-14 TomCat oraz Concorde do którego oczywiście musieliśmy wejść, wspinaliśmy się po Hudson Yard podziwiając widoki z innej niż standardowo perspektywy, był też taras widokowy na World Trade Center One, oczywiście musieliśmy być na szczycie Statuy Wolności, a na deser praktycznie cały dzień spędzony w Central Parku. Nie wspomnę już o nocnym wypadzie na Time Squere czy szwendanie się po Dworcu Centralnym.
***
Włochy, Valmadrera
13 – 17 sierpnia
Jezioro Como i miasteczka leżące nad nim znamy już bardzo dobrze, tym razem lądujemy w Bergamo i ciapągiem ruszamy do Lecco, a stamtąd pieszo do schroniska Rifugio S.E.V. Ponad 1000 metrów w górę. Temperatura nie pomaga bo jest około 30 stopni ciepło i w miejskiej dżungli daje się nam we znaki, ale odcinek szlaku Sentiero delle Vasche jest naszym zbawieniem, wspinamy się górską rzeką. Wodospady, skały i chłód od wody to jest to co nas napędza dalej. Dochodzimy tak do znanego nam już miejsca San Tomaso, a dalej no cóż trzeba się wspinać jeszcze ponad 500 metrów do samego schroniska. Trasa męcząca i wymagająca ale nagrodą jest cudownie usytuowane schronisko z widokiem na jezioro Como, do tego w pobliżu mamy dwie świetne via ferraty O.S.A 30 C/D i O.S.A 25 B/C. Co nam trzeba więcej?
***
Norwegia, Trondheim
11 – 15 lipca
Z Trondheim prowadzi trasa Topp7, można ją zrobić w jeden dzień, ale też można się trochę pobawić i ją rozwinąć na trzy dni, nocując w namiocie nad jeziorami. Tak też postanowiliśmy i nasza przygodę zaczęliśmy pod lotu z Krakowa do Gdańska, a później już do Trondheim. Trasa bardzo przyjemna do tego aura nam sprzyjała i temperatury dochodziły miejscami do 30 stopni, więc kąpiel w chłodnych jeziorach wieczorem była zbawieniem.
***
Andora, via ferrata Roc de Gos
7 – 10 czerwca
Lot do Barcelony, a później szybki dojazd do Andory a tam… Pireneje i via ferraty. Na starcie ruszamy na najtrudniejszą w tym kraju Roc de Gos, a na deser Canal de la Mora, nie powiem ta najtrudniejsza trochę mnie kosztowała, bo poleciał zegarek z 20 metrów w dół, no i… wiek to nie tylko cyfra 🙂 i mimo dużych planów na następne dni, musiałem się kurować, bo uraz kręgosłupa ciągnął się za mną przez praktycznie miesiąc. Z tym, że jest to powód aby tam wrócić w październiku. 🙂
***
Włochy, Triest, via ferrata Bruno Biondi
10 – 14 maja
Tanie loty Ryanaira do Triestu, a tam bardzo wymagająca via ferrata Bruno Biondi klasy D, szczególnie we znaki dały nam się schodzenia w wersjach C/D. Oprócz tego samo miasto nas urzekło, a rejony wzdłuż rzeki Torrente Rosanda są bardzo urokliwe szczególnie wodospad Cascata del Torrente Rosanda, oraz tajemnicze tunele. Jeszcze tu wrócimy, czekają na nas jaskinie. 🙂
***
Słowacja, Zvolen, Sokolie Skaly
14 kwietnia
Niedaleko miejscowości Zvolen na Słowacji otwarto nazwijmy to kompleks via ferratowy Sokolie Skaly. Poziom tras to maksymalnie C, ale jest też B, B/C i A dla każdego coś do wyboru. Przeszliśmy całą trasę dwa razy w różnych wariantach, a na koniec raczyliśmy się pysznym piwkiem w Kolibie u Ryteria, gdzie można też wypożyczyć sprzęt do wspinania.
***
Kolumbia, Ciudad Perdida, Amazonas
18 marzec – 5 kwiecień
Trzeci wyjazd do Kolumbii, tym razem ruszamy do Zaginionego Miasta, a że nam mało dżungli czy tam lasu deszczowego to wracamy do Amazonii ale za to w porze deszczowej, gdzie wszystko wygląda zupełnie inaczej niż jak byliśmy tam ostatnio ( w porze suchej). Wita nas oczywiście Jose i Lola (dwie sympatyczne papugi), ale jest też niesforna małpka Bebe, która dopiero robi się grzeczna gdy dostaje banana, bo inaczej odwiedza nas w łazience i robi rozróby w pokoju. 🙂
***
Filipiny, Cebu, Mindanao, Mt. Apo
2 – 23 luty
Tym razem kontynent azjatycki. Odwiedzamy wychwalane przez wszystkich Filipiny, gdzie na wyspie Cebu zdobywamy jej najwyższy szczyt Osmena, ruszamy na kanioning delektując się widokiem wodospadów Kawasan, do tego jeszcze pojeździliśmy po wyspie na skuterach i oglądaliśmy żółwie w trakcie snorkelingu, a że było nam mało ruszyliśmy na mało popularną wyspę Mindanao i tam zdobyliśmy najwyższy szczyt tego kraju Mt. Apo 2954 m npm, czym dorzuciliśmy cegiełkę do Korony Gór Azji, przy okazji zawędrowaliśmy jeszcze nad jezioro Sebu, gdzie zachciało nam się zobaczyć Siedem Wodospadów, do tego jeszcze przebraliśmy się w strój mieszkańców tego rejonu T`boli. Wyjazd bardzo udany i pełen wrażeń do samego końca.
***
Włochy, Lecco
25 – 28 stycznia
Weekendowy wypad ze znajomymi do włoskiego Lecco. To urokliwe miasteczko jest nam bardzo dobrze znane z pobliskich via ferrat, wypad był też na nie ukierunkowany, ale zimowa aura dała nam trochę popalić i tak naprawdę to mieliśmy jeden dzień ładnej pogody, który wykorzystaliśmy na maksa wspinając się po via ferracie Gamma Uno. Reszta dni spędzona była na degustacji wybornych włoskich win. 🙂
***
Azory, San Miguel, Santa Maria, GR1
4 – 12 stycznia
Lubimy portugalskie wyspy, jak nie Madera, to Azory i tym razem znowu wpadliśmy na pomysł aby odwiedzić azorski archipelag. Tym razem lądujemy na wyspie San Miguel i mając 10 godzin czasu na następny lot idziemy poszwendać się po szlaku . Azorski Bóg był dla nas łaskawy i mieliśmy śliczną pogodę (dlatego, że podpisałem cyrograf z azorskimi kotami). Szlak bardzo przyjemny i bardzo widokowy, do tego pełen kotów a nawet trafiły się dwa przyjacielskie piesełki. Czas szybko mija a my już lecimy na clue naszego wypadu, czyli pięciodniowy trekking na wyspie Santa Maria. Ruszamy z miasteczka Villa do Porto aby wrócić tam z powrotem, ale od drugiej strony. Cztery noclegi pod namiotem, 78,6 km, dużo błota, krowy, konie, osiołki, wiatr, słońce, deszcz i wiele, wiele innych atrakcji. Pogoda nam sprzyjała bo dwa dni słoneczne, dwa dni pochmurne ale stabilne, jeden dzień jazdy z deszczem, wiatrem i niespodziankami z tym związanymi. Sumując bardzo udany wypad, szlak Grande Rota 1 (w skrócie GR1) bardzo polecamy.
***











































































































































































































































