... czyli podróże małe i duże ...

Wyspy Kanaryjskie, Teneryfa 2022

… czyli co to za kretowisko ?

Teneryfa

 

Cena biletu lotniczego Wizzair’a była bardzo ciekawa (230 zł), więc nie zastanawiając się kupiliśmy dwa bilety z Katowic na Teneryfę. W głowie zakiełkował nam plan zdobycia najwyższego szczytu Hiszpanii leżącego poza Europą, czyli Pico del Teide i … No właśnie co by tu zrobić jako drugi cel? Wertując blogi i oglądając filmiki na YouTube, trafiliśmy na coś ekstra. Zamknięty szlak ciągnący się w skałach przez tunele, osuwiska, wodne kanały (coś a la lewady na Maderze). Krótkie poszukiwania, jak wygląda to od strony bezpieczeństwa, ale nikt nie pisze o jakimś niespotykanym stopniu trudności, jak również nie ma na nim cerberów egzekwujących zakaz, klamka zapadła robimy ten szlak.

Z racji pandemii covid 19 nie mogło być łatwo, bo pomimo zaszczepienia była szansa na bycie wylosowanym do testu, do tego jeszcze trzeba było wypełnić dość upierdliwy formularz lokalizacyjny. Najbardziej obawialiśmy się testu, bo to loteria i jak to nigdy w różnych konkursach nic nie udaje nam się wygrać, to tym razem możemy zastać nagrodzeni kwarantanną, na całkiem ciekawej wyspie 🙂

No dobra, formularz wypełniony, do tego bierzemy ubezpieczenie pokrywające okres kwarantanny i zadowoleni ruszamy na lotnisko do Katowic, wylatujemy po południu (13:40) więc można się wyspać 🙂 Samochód jak zawsze zostawiamy na zaprzyjaźnionym parkingu Planeta i dowiezieni na lotnisko ruszamy na stanowisko nadawania bagażu. Nauczeni lotem do Włoch, jesteśmy wcześniej, bo w dobie pandemii lotniska działają trochę wolniej. Nie byliśmy pierwsi, trochę czasu nam zajmuje nadawanie bagażu, a za nami tworzy się bardzo długa kolejka, do tego jeszcze podany został komunikat o overbookingu (więcej sprzedanych biletów niż jest miejsc). To dość atrakcyjna oferta, bo raz, że można dostać fajne odszkodowanie, dwa lot i tak nie przepada tylko wyznaczany jest inny termin 🙂 No cóż zasugerowaliśmy Pani, że jak coś to jesteśmy chętni, pozostaje czekać i jak powiedziała obsługa czekamy, aż wszyscy wejdą na pokład.

Loty wczasowe (a takimi są Wyspy Kanaryjskie) rządzą się swoimi prawami, co było widać przy kontroli bagażu podręcznego, istna rzeź niewiniątek. Jedni wypakowywali torby, inni płacili dodatkowe opłaty, a jeszcze inni się wykłócali, co nie ma żadnego sensu, bo przepisy są dość jasne, my niczym przyczajona pajęczyca Szeloba czekamy na koniec. Przyszedł na nas czas, ale nie było dane nam dostać coś ekstra, Pani zerknęła na nasze plecaki i z uśmiechem na twarzy powiedziała, że tym razem się nie udało i overbookingu nie ma. Zapakowani do samolotu startujemy, lot trwa bez żadnych niespodzianek prawie 6 godzin, wbrew pozorom nawet nie był męczący. Bardzo chętnie oddałem sympatycznej dziewczynie moje miejsce pod oknem, bo sam wolę korytarz ze względu na mój wzrost 🙂 Tak mija 6 godzin, lądujemy na lotnisku południowym (TFS) z tym też wiąże się przygoda przy planowaniu. Uznałem, że lotnisko na Teneryfie jest jedno i pierwsze, które znalazłem to to północne (TFN) no to planuje wszystko pod akurat to lotnisko, po jakimś czasie coś mnie tknęło i patrzę po oznaczeniach, no cóż zmiana planów 🙂

Na lotnisku bez niespodzianek, nie zostaliśmy wylosowani, ale z tego co obserwowałem czekając na bagaż to sześć osób zostało wytypowane do zaszczytnego testu. Ruszamy na podbój wyspy, ale najpierw kupujemy w automatach biletowych kartę ten+ i doładowujemy ją kwota 50 euro, czyli mamy taki nielimitowany bilet na transport przez 7 dni. Sama karta kosztuje 2 euro i możemy ją wykorzystać, jak będziemy innym razem na Wyspach Kanaryjskich (działa na wszystkie wyspy). Teraz tylko wsiadamy do autobusu nr 111 i jedziemy do Los Christianos, gdzie mamy hotel i naszą bazę wypadową do poniedziałku. Mała podpowiedź: warto zapytać w którą stronę jedzie autobus, bo można tak jak my wsiąść do tego co jedzie na północ wyspy, my akurat w porę się połapaliśmy, ale różnie bywa, no i oczywiście maseczka wewnątrz pojazdu. Teoretycznie na zewnątrz w styczniu 2022 maseczki też były obowiązkowe, ale różnie z tym bywało, nie wypowiadamy się na temat sensu tych obostrzeń. Jest ciepło, trochę wieje, trasa bez niespodzianek wysiadamy i po 10 minutach jesteśmy już przed hotelem, tam szybka rejestracja w automacie i hyc do pokoju 🙂 Jesteśmy ok godziny 22:00 i jedynym przybytkiem otwartym jest sklep Super Dino i tam też szybko się udajemy, bo otwarty jest tylko do 23:00, szybkie zakupy na kolację i śniadanie. Trochę zwiedzamy okolicę, poznajemy rozkład autobusów, bo jutro ruszamy na Las Ventanas de Güímar, czyli wspomniany wcześniej zamknięty szlak.

Z rana ruszamy autobusem linii 111 do Las Eras tam przesiadamy się do autobusu 32, aby przed samym Güímar wsiąść do busa 33. Wydaje się skomplikowane, ale to tylko pozory, bo dojazd jest łatwy i przyjemny, a można go zaplanować korzystają z tej strony:

titsa.com

Miejscem startowym jest charakterystyczny punkt z „wielkim panem” Mirador del Puertito de Güimar. Ruszamy wspinając się w górę do stacji GSM, to chyba najgorszy odcinek trasy. Raz, że ciągle pod górę, dwa asfalt, asfalt i jeszcze raz asfalt za to widoki fajne 🙂 i tak wspięliśmy się pod stację telefonii komórkowej, gdzie jemy drugie śniadanie, a później szukamy wejścia na szlak, aktywnie pomaga nam w tym aplikacja Wikiloc.

Szlak odnaleziony ruszamy wydeptaną ścieżką przez pola krzaków i małych drzewek, początek trochę przypomina nam lewady na Maderze. Dochodzimy do miejsca tragedii, gdzie koparka pracująca na zboczu runęła w dół przygniatając operatora. Koparka jest w tym miejscu do dzisiaj przymocowana stalowymi linami, aby nie osunęła się niżej, nie opłaca się jej ściągać bo teren jest mówiąc wprost mało przyjazny. Kawałek dalej zaczyna się pierwszy tunel i ogólnie cała zabawa ze szlakiem, tuneli jest kilka (nie pamiętamy, ile) jedne zupełnie ciemne, inne z wybitymi oknami w skałach, ostatni z nich jest najdłuższy do tego jest w nim duszno i ciepło. Trasa sama w sobie jest świetna, tunele, betonowe kanały, urwiska, osuwiska, dużo zabawy. Latarka konieczna plus dobrze mieć kask, miejscami sklepienie tuneli jest bardzo nisko. Finalnie schodzimy do miasteczka Güimar, gdzie naprawdę w czasach pandemii jest ciężko znaleźć jakąś knajpkę, finalnie w centrum przy parku znajdujemy jakąś i raczymy się kawusią czekając na autobus. Trasa prostsza do ogarnięcia ruszamy autobusem 120 do głównej trasy, aby później 110 dojechać do Los Christianos, niezawodnie pomaga nam w tym strona firmy autobusowej.

Z przystanku zasuwamy do restauracji, gdzie raczymy się kolacją i ruszamy do hotelu wykapać się i iść spać, bo następnego dnia ruszamy na Pico del Teide. Pozwolenie mamy na poniedziałek. Teraz chwilę o samym permicie, ot tak na szczyt nie wyjdziemy. Wejście jest reglamentowane, a o pozwolenie trzeba się starać co najmniej 2-3 miesiące wcześniej, nic za nie się nie płaci, ale czasookres jest brutalny. Nam udało się dostać pozwolenie w godzinach 15:00 – 17:00, ale poniedziałek zapowiada się nieciekawie, rano pada a kamera skierowana na Teide pokazuje szarość, kolejka linowa stoi, czyli warunki są złe, podejmujemy decyzję i dajemy sobie spokój z najwyższym, bo nie ma sensu w takiej pogodzie się wspinać. Szybki kontakt z naszym hotelem i zmieniamy daty zameldowania, ruszamy do wioski Vilaflor, która przywitała nas mgłą, deszczem i chłodem. Proces zameldowania przebiegł bezproblemowo, za to zakwasy po Las Ventanas de Güímar zaczęły dawać się we znaki, odpoczywamy 🙂 Na zewnątrz dalej pada :/ Czas na obiad, a raczej kolację. U nas w hotelu jest restauracja, ale jakoś nam nie pasowała i ruszyliśmy w teren poszukać czegoś innego. Tak trafiliśmy na Tasca Andrés, gdzie wróciły klimaty panamskie, czyli zajadaliśmy się zupką „ropa vieja” ( w wolnym tłumaczeniu „stare ubrania”), przegryzając bułeczką maczaną w świetnym sosiku, a na drugie danie pierś z kurczaka z frytasami 🙂 na koniec zostaliśmy poczęstowani przez właściciela miejscowym trunkiem. Najedzeni idziemy na spacer, bo „miasteczko” w nocy i mgle wygląda tajemniczo i zagadkowo, po drodze robimy naprawdę świetne zdjęcia. Po powrocie zastanawiamy się co będziemy robić dalej, bo Teide odpada, nie mamy na wtorek permitu mimo, że pogoda ma się poprawić. Pod samym nosem mamy Paisaje Lunar – Księżycowy Krajobraz, klamka zapadła trasa zaakceptowana, rano ruszamy rozchodzić zakwasy.

Śniadanie jemy w hotelu i w teren, trasa początkowo biegnie przez „miasteczko”, aby powoli wspinać się w górę sosnowym lasem, po drodze mijamy opuszczona farmę, gdzie korzystam z zaparkowanego traktorka 🙂 Sama trasa jest niczym specjalnym, po drodze mijamy imponujące wiekowe sosny i witamy się ze strażnikami parku. Dochodzimy do punktu widokowego Paisaje Lunar. Z góry nie wygląda to imponująco, jakieś takie małe kretowisko 🙂 ale nie bylibyśmy sobą aby poprzestać tylko na tym i odpalam Maps Me, znajduję ścieżki w dół i już po chwili jesteśmy przy samym kretowisku. Oj teraz to wygląda bardzo imponująco, formacje skalne są cudne, to co widzieliśmy z góry nie oddaje piękna tego miejsca, najlepiej było to widać po twarzy Niemca, który za nami poszedł w dół do kretowiska 🙂 Rozstajemy się przy pierwszej formacji my ruszamy dalej w dół zobaczyć następną, a Pan wraca do żony, która bała się schodzić i została na punkcie widokowym. Niżej jest równie bosko do tego znajdujemy tunel 🙂 niby zamknięty i ze strachowymi tablicami, ale po wyrwanej kracie widać, że ktoś tam wchodził. Żałujemy, że nie wzięliśmy latarek, ale coś musi zostać na później. Wracamy do punktu widokowego i dalej szlakiem z drugiej strony wracamy do naszej wioski, po drodze mijając już mniej imponujące „księżycowe” formacje skalne 🙂 Wycieczka bardzo udana, naprawdę polecamy zejść w dół i zobaczyć „księżycowe pola” z bliska, cała magia tego miejsca pryska, gdy patrzymy na nie z góry.

Kolację jemy u nas w hotelu i kładziemy się spać, rano trzeba się spakować i wracamy z powrotem do kraju. Powrót bez żadnych niespodzianek, samolot leci krócej, bo 5 godzin, na lotnisku w Polsce standardowe sprawdzanie covidowych certyfikatów i do domu 🙂 Tak minęła nasza wycieczka na Teneryfę od 15 do 19 stycznia 2022 roku.

Podsumowanie:

Loty na trasie Katowice – Teneryfa – Katowice 2 x 230 zł linie Wizzair

Noclegi:

Hotel Andrea`s z Booking.com – 130 euro za 2 noce

Hotel El Sobrerito z Booking.com – 90 euro dwie noce ze śniadaniami

Transport autobusowy:

Titsa.com

Trasy:

Las Ventas del Guimar – Wikiloc

Paisaje Lunar – Wikiloc