... czyli podróże małe i duże ...

Tallinn 2017

… czyli Misio idzie z nami 🙂

 

Tallinn


Tallinn mieliśmy w planach
zwiedzić już w 2016r ale dotarliśmy tam dopiero w sierpniu 2017r. W zeszłym roku mieliśmy nawet kupione bilety autobusowe do Tallina ale podróż zakończyliśmy wtedy na Łotwie, kosztem Estonii spędziliśmy wtedy więcej czasu w Rydze. W tym roku Marcin znalazł niedrogie bilety lotnicze i dopracował plan wycieczki w najmniejszych szczegółach. Wylecieliśmy z Katowic w 4 sierpnia 2017r nad ranem i już po 30min byliśmy w Warszawie a stamtąd polecieliśmy dalej do Tallinna czyli stolicy i zarazem największego miasta Estonii. Z lotniska do centrum mogliśmy pojechać autobusem lub pójść pieszo, jeszcze przed wyjazdem przez internet kupiliśmy karty miejskie Tallinn Card na 48 godzin – dzięki nim transport publiczny oraz wejścia do muzeów i różnych atrakcji mieliśmy darmowe. Z lotniska do naszego hostelu piechotą mieliśmy nie więcej niż 30min więc postanowiliśmy zrobić sobie spacer a po drodze zrobiliśmy sobie jeszcze przerwę na obiad w Lido czyli sieciowej restauracji samoobsługowej, którą znaliśmy już z Rygi. Z racji tego, że znaleźliśmy się w mieście nadbałtyckim na obiad obowiązkowo zjedliśmy rybkę, do tego kompocik, solankę i deserek, tylko drzemki brakowało bo objedliśmy się aż za bardzo. W hostelu zrobiliśmy sobie krótką przerwę po czym ruszyliśmy na mały rekonesans po Tallinie. Do centrum podjechaliśmy już tramwajem, dalej pieszo ruszyliśmy w kierunku rynku.

Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn

W pierwszym sklepie z pamiątkami do jakiego weszliśmy wpadła nam w oko sowa a wcześniej w księgarni zdobyliśmy „Małego Księcia” w języku Estońskim tak więc szczęście sprzyjało nam od samego rana. Zbliżała się 18:00 więc na zwiedzanie atrakcji było już niestety za późno, przy wieży Ratusza siedział jeszcze chłopak w stroju Mnicha ale nikogo na górę już nie wpuszczał zamknięte było również więzienie KGB. Cały czas jednak próbowaliśmy znaleźć coś czynnego i tak dotarliśmy do wieży kościelnej. Kościół pod wezwaniem św. Olafa króla Norwegii jest kościołem Estońskiej Unii Zaborów Ewangelicznych Chrześcijan i Baptystów, jego wieża zaś jest najwyższą budowlą Starego Miasta. Od 2002r jest ona udostępniona zwiedzającym tak więc po wejściu na nią podziwialiśmy niemalże z lotu ptaka zarówno Stare Miasto jak i port, kolejno też identyfikowaliśmy miejsca, które następnego dnia zamierzaliśmy odwiedzić.

Kościół pod wezwaniem św. Olafa Kościół pod wezwaniem św. Olafa Kościół pod wezwaniem św. Olafa Kościół pod wezwaniem św. Olafa Tallinn

Tallinn Tallinn Tallinn Kościół pod wezwaniem św. Olafa Kościół pod wezwaniem św. Olafa

Kościół pod wezwaniem św. Olafa Kościół pod wezwaniem św. Olafa Kościół pod wezwaniem św. Olafa Kościół pod wezwaniem św. Olafa Tallinn

Dopiero po zejściu z wieży obejrzeliśmy wnętrze samego kościoła. Pogodziliśmy się już z myślą, że raczej nic więcej tego dnia nie zwiedzimy więc poszliśmy na dłuższy spacer bez konkretnego celu. Najpierw udaliśmy się w kierunku Wielkiej Bramy Nadbrzeżnej przy Wielkiej Małgorzacie, później wróciliśmy na uliczki Starego Miasta. Skręciliśmy zaciekawieni za jakąś przypadkową grupą ludzi w boczną alejkę i po chwili pięliśmy się w górę po schodach w kierunku murów miasta. Na najwyższej kondygnacji czekały na nas trzy zakapturzone postacie i kolejna porcja przepięknych widoków na miasto. Mury wznoszące się nad placem pilnowanym przez trzy posągi skrywały jeszcze przytulną kawiarenkę ale mimo widoków nie zatrzymywaliśmy się tam na dłużej tylko ruszyliśmy szukać kolejnych punktów widokowych i fragmentów murów, na które można by się wspiąć. Po drodze minęliśmy Sobór św. Aleksandra Newskiego, zatrzymaliśmy się na chwilę w niewielkim parku, przemknęliśmy u podnóża murów pnąc się ponownie po schodach w kierunku starówki a przy tym co jakiś czas trafialiśmy na punkty widokowe. W jednym z takich punktów załapaliśmy się na sesję fotograficzną z miejscowym ptaszyskiem domagającym się od turystów jedzenia.

Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn

Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn

Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn

My my my :) My my my :) My my my :) Tallinn Tallinn

Na zakończenie wieczoru udaliśmy się na naleśniki do kultowej restauracji Kompressor, mieliśmy dużo szczęścia, że o tej porze znaleźliśmy tam wolny stolik. Byliśmy, spróbowaliśmy i podpisujemy się pod słowami że każdy powinien spróbować tych naleśników i to zarówno w wersji na słodko jak i z mięsem 🙂 ja po połowie porcji poległam 🙂 do Hostelu wróciliśmy jakoś przed północą tak więc dzień wykorzystaliśmy do maksimum. Następnego dnia wstałam wcześnie rano o 9:00 co i tak w moim przypadku było sukcesem.

Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn

Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn

Tallinn Tallinn Kompressor mniam naleśniki :)

Dzień miał być intensywny więc zaczęliśmy go od śniadanio-obiadu w Lido 😛 Pogoda była w kratkę, na przemian padało i wychodziło słońce. Do centrum podjechaliśmy tramwajem i dzięki temu ominęła nas pierwsza fala deszczu. Potem na trasie do portu mieliśmy zadaszony Targ i zdążyliśmy tam dobiec kiedy kolejny raz się rozpadało. Lało dosyć mocno więc na chwilę tam utknęliśmy. Nad targowiskiem wznosiły się kolejne kondygnacje a tam sklepy i kawiarenki. Naszą uwagę przykuł sklepik z używanymi rzeczami, taki mały pchli targ na pierwszej kondygnacji budynku, ledwo tam weszliśmy a Marcin już zauważył maskotkę i oznajmił: Misio idzie z nami 🙂 tak więc zaadoptowaliśmy puchatą krowę zwaną Misio a chwilę później przygarnęliśmy jeszcze sowę, więcej skarbów nie znaleźliśmy. Wypiliśmy przy okazji kawę i kiedy przestało padać ruszyliśmy w dalszą trasę do portu. Im bliżej byliśmy portu zabudowa z klimatycznych kamienic zamieniała się w bliższą Skandynawii zabudowę drewnianą.

Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn

W Lennusadam czyli filii Estońskiego Muzeum Morskiego Eesti Meremuuseumm powiedziano nam, żeby po zobaczeniu ekspozycji wewnątrz byłego hangaru lotniczego obejrzeć jeszcze ekspozycję na zewnątrz, zarówno tą na lądzie jak i wodzie 🙂 Po wejściu do hangaru wiedzieliśmy, że może to być pierwsze i ostatnie muzeum jakie zobaczymy w tym dniu, nie wiem jak Marcin mógł w ogóle znaleźć w necie informacje, że komuś tu się nie podobało. Główną atrakcją hangaru był „Lembit” okręt podwodny typu Kalev, można go było zwiedzić również od środka ale to zostawiliśmy sobie na później. „Lembit” wszedł do służby w 1937 roku, przetrwał okres okupacji radzieckiej, pod jej koniec stał się okrętem muzealnym. W 2002 został przeholowany w pobliże hangaru, w którym obecnie się znajduje i został udostępniony zwiedzającym. Z wody wyciągnięto go w maju 2011 roku a w lipcu tego samego roku umieszczono go w hangarze. Wokół nas na wyciągnięcie ręki było wiele eksponatów związanych z morską historią ziem estońskich, min. wrak statku Maasilinny datowanego na 1550r a w zasadzie fragment wraku, pod dachem hangaru podwieszona była replika wodnosamolotu Short Type 184 produkcji brytyjskiej ponadto klimat potęgowały uwieszone w formie wentylatorów śruby napędowe okrętów.

Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm

Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm

Na różnych wysokościach podwieszone były żaglówki, kajaki, bojery. Na samym dole hangaru obok okrętu podwodnego znajdowała się ekspozycja artylerii morskiej, broni podwodnej, ułożone były tam torpedy, miny morskie, na wyższej kondygnacji znajdowały się działa, czołg, trenażer karabinu maszynowego Browning M2, można też było wejść wyżej na półokrągły trap rozłożony pomiędzy obiema częściami hangaru tuż pod repliką wodnosamolotu. Zarówno przy wystawionych działach jak i wewnątrz okrętu podwodnego wszystkiego można było dotykać, mogliśmy walczyć z przeróżnymi dźwigniami, przełącznikami, do skutku próbowaliśmy też rozłożyć peryskop. Jako bonus znajdowała się tam czasowa ekspozycja MAY DAY poświęcona ratownictwu wodnemu.

Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm

Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm

Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm

Mogliśmy wejść do śmigłowca ratunkowego, do szalup, posłuchać wywiadów z ratownikami, nawet zagrać na symulatorze motorówki i próbować samemu kogoś uratować. Wciągnęło nas tam na kilka godzin a to jeszcze nie był koniec. Na terenie wokół hangaru wyciągnięte były na ląd byłe okręty Estońskiej Marynarki Wojennej oraz Estońskiej Straży Granicznej m.in. okręty patrolowe „Grif” (P 401) i „Suurop” (P 421), trałowiec „Kalev” (M 416) i kuter patrolowy „Torm” (PVL 105). Tuż przy wejściu do muzeum mogliśmy obejrzeć kopię pierwszego okrętu podwodneego Ottomara Gerna. Idąc dalej za hangar widać było przycumowany do brzegu za liczący ponad sto lat lodołamacz „Suur Töll”. W skład ekspozycji muzeum wszedł on w styczniu 2004r.. W czasie swej długiej służby kilkukrotnie zmieniał banderę i nazwę. Zwodowany został jako „Car Mikołaj Fiodorowicz” i był wtedy jedną z najbardziej zaawansowanych technicznie jednostek tego typu na świecie. W 1917r. został przez bolszewików przemianowany na „Wołyńca”. W marcu 1918r. został on przejęty przez Finów, którzy zmienili mu nazwę na „Wäinämöinen”. W 1922r. Finowie przekazali lodołamacz Estończykom, gdzie otrzymał obecną nazwę.

Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm

Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm

Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm

Po przejęciu floty estońskiej przez sowietów lodołamacz powrócił do wcześniejszej nazwy „Wołyniec”, by ponownie wrócić do nazwy Suur Töll w 1988r. Po wejściu na trap pracownik muzeum od razu zachęcił nas do wejścia pod pokład. Mogliśmy zwiedzić cały statek kajuta po kajucie, mogliśmy zejść do ładowni i maszynowni. Znowu byliśmy w swoim żywiole.

KGB KGB KGB KGB KGB

KGB KGB KGB

Kolejna fala deszczu skłoniła nas do ruszenia w kierunku zrekonstruowanego więzienia KGB. To więzienie jednak zrobiło na nas najsłabsze wrażenie z dotychcas zwiedzonych więzień.

Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm

Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm

Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm

Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm Eesti Meremuuseumm

Mieliśmy coraz mniej czasu a tyle zostało jeszcze do zwiedzenia. Wróciliśmy się kawałek w kierunku portu gdzie znajdował się kolejny oddział Estońskiego Muzeum Morskiego. Mieścił się on w wieży o dźwięcznej nazwie Gruba Małgorzata. Wieża ta wraz z Wielką Bramą Nadbrzeżną miała służyć obronie miasta od strony Portu. Wieża ma 25 metrów średnicy i 20 metrów wysokości a wybudowana została w latach 1511-1530. Wcześniej służyła min. jako zbrojownia, magazyn prochu a nawet więzienie. Przy wieży znajduje się pamiątkowa tablica dotycząca ucieczki internowanego 15 września 1939r okrętu podwodnego ORP Orzeł. Internowanie okrętu nastąpiło na skutek nacisku Rzeszy Niemieckiej a do jego ucieczki doszło w nocy z 17 na 18 września. Ucieczka ta była tym bardziej brawurowa, iż od momentu internowania został on częściowo rozbrojony, zarekwirowane zostały z niego mapy, pomoce nawigacyjne i dziennik pokładowy, na szczęście dzięki sabotażowi ze strony polskich żołnierzy zdołano przeszkodzić w demontażu radiostacji i żyroskopu oraz w wyładowaniu sześciu spośród 20 torped. Gdy ORP Orzeł podjął się ucieczki z basenu portu wojennego w Tallinie służbę wartowniczą pełnił Trałowiec Sulev, na którego pokładzie przygotowane były do odpalenia dwie torpedy, czekano tylko na rozkaz ich odpalenia. Na szczęście dla polskiego okrętu rozkazu nie wydano. ORP Orzeł został natomiast ostrzelany z broni ręcznej i maszynowej przez żołnierzy kompanii szkolnej, do której rozkaz otwarcia ognia już dotarł. Sulev brał w kolejnych dniach udział w poszukiwaniach uciekiniera. Na ORP Orzeł odnotowano w tym czasie 4 echa bomb głębinowych. Muzeum nie zostaliśmy długo, w naszym małym wyścigu z czasem rzuciliśmy tylko okiem na zebrane w Grubej Małgorzacie eksponaty.

Gruba Małgorzata Gruba Małgorzata Gruba Małgorzata Gruba Małgorzata Gruba Małgorzata

Gruba Małgorzata Gruba Małgorzata Gruba Małgorzata

Tu tylko część eksponatów można było dotykać. Później wróciliśmy pod Ratusz, tym razem wieża była jeszcze dostępna dla zwiedzających. Pognaliśmy na górę po kolejnych schodkach i trafiliśmy na mały tłum ludzi na ostatniej kondygnacji. Nie można było wydostać się ani wyżej ani na zewnątrz. Popatrzyliśmy na ludzi, na niewielki dzwon nad nimi, w który co raz któryś z turystów uderzał, obejrzeliśmy widoki za oknami i zawiedzeni zeszliśmy na dół. Tuż obok wejścia na wieżę jedynego w północnej Europie gotyckiego ratusza znajdowało się wejście do klimatycznego szynku „III Draakon”. Spotkaliśmy się z opiniami, że kobiety pracujące w tej restauracji są opryskliwe i niemiłe ale nam podobała się otoczka tego miejsca i jej średniowieczny klimat, szynkarki były w strojach odpowiednich do epoki, co jakiś czas rzucały zabawne komentarze dotyczące klientów, w beczce można było złowić sobie kiszone ogórki a przy barze zamówić kultową zupę z łosia. Wnętrze lokalu oświetlały tylko świece a zamawianie jedzenia zamieniało się w przedstawienie. Marcin śmiał zapytać o łyżki do zupy i dostał szybką ripostę, że jak się mu łyżek zachciało to może pójść na róg do innej restauracji to tam dostanie, jego śmiech w trakcie tej rozmowy słyszałam aż w drugiej sali. Zupa z łosia oczywiście była wyborna.

Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn

Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn

Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn Tallinn

Tallinn Tallinn Kompressor :) Tallinn Chór męski :)

Po wyjściu z karczmy kontynuowaliśmy zwiedzanie starego miasta, wspięliśmy się na kolejny fragment murów udostępniony do zwiedzania. Czas naglił więc ruszyliśmy szukać jeszcze muzeum KGB, niestety zbliżała się 18:00 więc mimo zlokalizowania go na mapie postanowiliśmy odpuścić. Autobusem pojechaliśmy na obrzeża miasta do ogrodu botanicznego, który był czynny odrobinę dłużej. Kiedy wchodziliśmy ludzie raczej już wychodzili, dla nas nawet lepiej bo nigdy nie lubiliśmy tłumów 😛. Palmiarnia o tej porze była już zamknięta ale niedaleko niej znajdowała się maleńka zagroda kóz a w niej trzy urocze capki 🙂 jeden z nich nawet przez kraty domagał się głaskania tak więc przymuszeni do ich czochrania chwile tam spędziliśmy. Ogród był dość rozległy a co kawałek znajdowały się rozłożone leżaki lub dmuchane siedziska, niestety przez tą pogodę w kratkę wszystko było mokre. Pospacerowaliśmy jeszcze alejkami ogrodu i udaliśmy się w kierunku wyjścia bo zbliżała się już godzina zamknięcia. Ze smutkiem uznaliśmy, że nie zostało nam już nic do zwiedzania, wszystkie muzea i atrakcje były już o tej porze pozamykane na głucho. Do miasta wróciliśmy autobusem, w drodze do starego miasta przed jedną z restauracji przystanęliśmy jeszcze na chwilę posłuchać męskiego chóru składającego się z Panów w średnim wieku. Mimo, że nie byliśmy zbytnio głodni to i tak na koniec weszliśmy jeszcze na późną kolację do naleśnikarni Kompressor a później wróciliśmy do hostelu. W niedzielę rano spakowaliśmy się i powolnym krokiem ruszyliśmy w kierunku lotniska, po drodze udało nam się jeszcze znaleźć skrzynkę na listy pod jednym z supermarketów i wysłać dzięki temu kartki pocztowe. Tallinn faktycznie okazał się najbardziej uroczą stolicą ze wszystkich nadbałtyckich Państw, mimo iż miasto pozostawało długi czas w rękach Rosji nie widać w nim zbytnio jej wpływów tak jak w innych krajach byłego Związku Radzieckiego; również specyficzne było to, że język rosyjski słychać tam niemalże na każdym kroku a mimo to w wielu miejscach ludzie woleli próbować z nami rozmawiać łamanym angielskim niż po rosyjsku a i tak z powodu problemów w wysłowieniu się rozmowę kończono z nami już po rosyjsku 🙂

Ogród Botaniczny Ogród Botaniczny Ogród Botaniczny Ogród Botaniczny Ogród Botaniczny

Ogród Botaniczny Ogród Botaniczny Ogród Botaniczny Ogród Botaniczny Ogród Botaniczny

Porady praktyczne:

 

Warto kupić Tallinn Card na 24/48/72 godzin, dzięki temu cały transport publiczny (autobusy, tramwaje, trolejbusy) oraz wejścia do muzeów i atrakcji turystycznych są darmowe, zwraca się bardzo szybko i w przypadku mniej ciekawych miejsc nie żałuje się potem pieniędzy wydanych na bilet wstępu 😛

Jeśli chodzi o jedzenie trzeba spróbować naleśników w restauracji Kompressor, zupy z łosia w Karczmie III Draakon, bardzo dobre jest też jedzenie w sieciowej restauracji samoobsługowej LIDO

Jak zawsze warto mieć aplikację Maps.me, zaoszczędzimy czas nie zastanawiając się gdzie jesteśmy lub jak dojść do …

Jeśli chodzi o nocleg to możemy polecić Hostel House, z lotniska można do niego dojść pieszo, znajduje się też całkiem blisko starego miasta

Lecieliśmy LOTem z Katowic do Warszawy a następnie z Warszawy do Tallinna

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.