... czyli podróże małe i duże ...

Stavanger 2015

                 … czyli chochliki, kozy, owce i trolle : )

Preikestolen

 GPS:    Kjerag Google Earth  Kjerag - mapa GPS

Tak zakręconego wyjazdu jeszcze chyba nie mieliśmy 😛 Najpierw na wycieczkę do Norwegii zdecydowała się oprócz nas Bożena, potem jeszcze Kasia a do Kasi miał dołączyć Piotrek 🙂 Ostatecznie namieszały nam chochliki albo norweskie trolle 😛 Wszystko zaczęło się od zmiany terminów lotu przez Wizz-a, mieliśmy wybrać jedną z zaproponowanych konfiguracji. Bożena praktycznie nie miała możliwości wyboru bo tylko wylot z Warszawy uległ w jej przypadku zmianie a powrót, który zarezerwowała do Katowic już nie.

 Stavanger Stavanger Stavanger Stavanger

My uzgadnialiśmy zmianę naszej daty wyjazdu z Kasią. Dopiero jakieś 2 tygodnie przed wylotem w rozmowie okazało się, że ona z Piotrkiem lecą 22-go sierpnia a my 29-go, jak do tego doszło nikt nie wie 😛 Celem naszej podróży było tym razem Stavanger 🙂 Od początku w planach mieliśmy wejście na Preikestolen – malowniczą platformę skalną wznoszącą się 604 metry nad fjordem i oczywiście górę Kjerag (1100m npm) – położoną nad Lysefjordem a w zasadzie to najbardziej charakterystyczny dla niej Kjeragbolten czyli kamień zaklinowany pomiędzy dwiema skałami. Już byliśmy pewni, że lecimy sami a tu kolejna niespodzianka, na tydzień przed wyjazdem na atrakcyjne ceny lotów dała się skusić kolejna Kasia z Piotrkiem 😛 Wyjazd miał być krótki i bardzo intensywny 😛 Spakowaliśmy się oczywiście dopiero w piątek kilka godzin przed wyjazdem. Po północy mknęliśmy już z Kasią i Piotrkiem do Warszawy, nie spał tylko Marcin bo niestety ktoś musiał kierować samochodem.

 Stavanger Stavanger Stavanger Stavanger

W samolocie ze schowków bagażowych wręcz wysypywały się śpiwory 😛 chyba nie tylko my zamierzaliśmy wyruszyć w góry z namiotem. Po przylocie do Stavanger nie musieliśmy się nawet wysilać z językiem angielskim bo kierowca autobusu jadącego z lotniska do centrum okazał się być polakiem a na ulicach miasta co rusz słyszeliśmy nasz ojczysty język. Kolejne spotkanie z pasażerami samolotu zaliczyliśmy pod Intersportem, gdzie kupowaliśmy kartusz z gazem 🙂

  Daj ? Dworzec portowy Stavanger Port Na promie Nasz prom w całej okazałości :)

  Na promie Na promie Widok z promu

Mieliśmy już wszystko co trzeba więc spokojnie mogliśmy ruszyć na prom do Tau. Zmęczenie po całonocnej podróży powoli dawało się nam we znaki, nie chciało mi się nawet wychodzić na pokład promu żeby zrobić zdjęcia 😛 Bilety na autobus z Tau do Preikestolhytta, gdzie mieści się parking i stacja Norweskiego Towarzystwa Turystyki Górskiej kupiliśmy przez internet żeby było taniej.

 Trochę teorii ... i logistyczna analiza startu :) Schronisko Ruszamy !

Zanim ruszyliśmy szlakiem zrobiliśmy sobie przerwę na małe co nieco czyt. „chińskie zupki, kawa i kabanosy” a w międzyczasie zaczął padać deszcz tak więc schowaliśmy się jeszcze na chwilę pod zadaszonym wejściem sklepiku z pamiątkami. Zniecierpliwieni ruszyliśmy w górę, mimo że ciągle jeszcze siąpiło.

 Na trasie :) Na trasie :) Na trasie :) Na trasie :)

Mijali nas schodzący w pośpiechu przemoczeni turyści a my na przekór pogodzie szliśmy dalej idealnie oznaczonym szlakiem. Na słupkach nie tylko były opisy ile metrów trasy już pokonaliśmy ale też ile jeszcze przed nami. Szlak na Preikestolen miał mieć długość 3800 metrów 🙂 Po pewnym czasie nawet się przejaśniło.

 Na trasie :) Na trasie :) Na trasie :) Na trasie :)

Nie wiem czy przez kondycję czy przez ciągłe przystanki na zrobienie zdjęć zostawałam cały czas w tyle. Zanim złapał nas deszcz planowaliśmy rozbić po drodze namiot i na lekko już wejść na Pulpit Rock (Preikestolen), żeby zobaczyć zachód słońca ale gdzieś po drodze porzuciliśmy ten pomysł. Marcin już na mapie miał upatrzone miejsce na biwak gdzieś w połowie drogi przy małych jeziorkach. Po deszczu trudno było znaleźć w miarę suche miejsce pod namiot, pierwsze jakie braliśmy pod uwagę nie przypadło mi do gustu bo nie lubię błota a było go wokół mnóstwo.

 Na trasie :) Na trasie :) Na trasie :) Domki rozbite :) posiłek i mała degustacja specjałów z duty free :)

Kawałek dalej i trochę wyżej Marcin znalazł już o wiele lepszą miejscówkę. Z daleka zauważyła nas jeszcze jedna para z Polski i rozbili swój namiot po sąsiedzku. My w rozkładaniu naszego M1 mieliśmy wprawę więc poszło nam szybko, Kasi i Piotrkowi już słabiej bo rozkładali nasz wynalazek z Lidla. Przed kolejnymi opadami udało nam się jeszcze zrobić coś na ciepło na kolację 🙂 Siła z jaką w nocy padał deszcz zaczęła mnie przerażać, byłam niemal pewna, że mały namiot nie wytrzyma a Kasia z Piotrkiem ostatecznie przeprowadzą się do nas 😛 na szczęście myliłam się i przetrwali.

 I ruszamy znowu na Pulpit Rock I ruszamy znowu na Pulpit Rock I ruszamy znowu na Pulpit Rock I ruszamy znowu na Pulpit Rock

Rano znowu zupki „jak u mamy” i powolny spacer w kierunku skalnej platformy. Na szlaku mijaliśmy już pierwszych turystów, długość drogi do przebycia nadal wyznaczona była na mijanych słupkach a naszym oczom ukazywał się coraz piękniejszy widok na Lysefjord. Na Preikestolen byliśmy niemalże sami, tylko jedna para robiła sobie zdjęcia na krawędzi skały kiedy tam doszliśmy. Oczywiście sami też zrobiliśmy sobie prawie profesjonalną sesję fotograficzną 🙂

 Coraz bliżej :) Coraz bliżej :) Coraz bliżej :) Coraz bliżej :)

Samotnością nie cieszyliśmy się zbyt długo bo szybko zaczęli dochodzić kolejni turyści tak więc my ewakuowaliśmy się na skały powyżej i dopiero tam zrobiliśmy sobie dłuższą sjestę. Widok z góry zapierał dech w piersiach. Na skałach i platformach powyżej nas dojrzeliśmy kolejne namioty, nawet poszliśmy przejść się w tym kierunku ale widoki wokół nie były już tak rewelacyjne jak bezpośrednio przy Preikestolen.

 Już tuż tuż :) Już tuż tuż :) Taaa daaam!!! Preikestolen

Ludzi przybywało już w zastraszającym tempie więc my postanowiliśmy wracać 😛 Przed złożeniem naszego mini pola namiotowego zrobiliśmy sobie kawę i z niedowierzaniem patrzyliśmy na gąsienicę ludzi idących w kierunku Pulpit Rock. Mimo, że widoki wokół były piękne czas było ruszać w dół. Na jednej z ostatnich półek skalnych przed dojściem do parkingu Marcin zainteresował się jeszcze zjazdami w dół tyrolką ale nie było opcji z zabraniem ze sobą plecaka a wracać potem po niego na górę mu się nie chciało:P

  Preikestolen Preikestolen Preikestolen Preikestolen Preikestolen i okolice :)

  Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :)

  Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :)

  Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :)

  Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :)

  Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :) Preikestolen i okolice :)

Czekając na autobus trafiliśmy grupę, która kupowała przed nami kartusze z gazem w Intersporcie. W przeciwieństwie do nas trasę od promu pokonali dzień wcześniej na nogach po czym zatrzymali się na jakiejś polanie niczyjej tuż przy plaży na nocleg a rano na parking dostali się autostopem. Na promie znowu nie chciało mi się robić zdjęć ale plus wycieczek ze znajomymi jest taki, że można potem wymienić się zdjęciami a Kasia z Piotrkiem zrobili ich sporo.

 Stavanger Nasz Hostel Stavanger Stavanger

Koło południa dotarliśmy do Hostelu, gdzie zarezerwowaliśmy wcześniej nocleg. Wreszcie mogliśmy wziąć ciepły prysznic a nie tylko „francuski” 😛 Potem jeszcze krótki odpoczynek i poszliśmy na mały rekonesans okolicy i zakupy. Najważniejsze, że znaleźliśmy dworzec autobusowy i stanowisko, z którego następnego dnia z Marcinem mieliśmy jechać na Kjerag i przystanek autobusowy, z którego odjeżdżają autobusy na lotnisko. Wiedzieliśmy już wszystko co chcieliśmy więc spokojnie wróciliśmy do Hostelu na wieczorne gofry z bitą śmietaną i konfiturami i oczywiście kawę. Wieczorem oczywiście nasiadówka z Kasią i Piotrkiem przy drinku 🙂 tym razem komfortowo w pokoju na miękkich siedzeniach a nie jak pod Preikestolen w deszczu pod namiotem. Plany na kolejny dzień mieliśmy już rozbieżne, my oczywiście chcieliśmy zrobić sobie sweet-focie na Kjerabolten a oni zwiedzić Stavanger. Przez chwilę nawet myśleli, żeby pójść z nami rano na autobus mimo braku rezerwacji i kupić bilet na miejscu ale dobrze że się rozmyślili bo wszyscy bez wcześniejszej rezerwacji zostali odprawieni z kwitkiem. Do przejechania mieliśmy około 170km.

 szybka naprawa i w drogę :) Na postoju ... Na postoju ... Na postoju ...

Po drodze autobus zatrzymał się jeszcze przy koziej zagrodzie i sklepie z pamiątkami. Nie sądziłam, że ze Stavanger przywiozę sobie kolejną sowę do kolekcji ale udało się, Marcin wśród pamiątek znalazł uroczą sowę-świeczkę 🙂 Już wydawało się że nie będziemy mieć zbyt dobrej pogody bo autobus dobre pół godziny jechał we mgle ale na miejscu pogoda była już stabilna i słoneczna. Przed wypuszczeniem nas z autobusu, kierowca uprzedził wszystkich, że jeśli nie wrócimy na 16:45 to autobus wróci bez nas. Na szlak ruszyliśmy praktycznie ostatni ale szybko zaczęliśmy mijać kolejnych turystów, w przeciwieństwie do innych postój zamierzaliśmy zrobić sobie dopiero na górze.

 Trochę pamiątek ... Trochę logistyki :) Startujemy :) Startujemy :)

Kasia ale ta, która weszła na Kjerag dwa tygodnie wcześniej, wspominała nam, że pierwszy odcinek pod górę z łańcuchami jest trochę trudny. Faktycznie, skały były trochę mokre i śliskie ale szło się całkiem dobrze. Spodziewałam się trasy tylko w górę a tu po stromym odcinku pod górę, trzeba było zejść do dolinki, a potem znowu stromo w górę asekurując się łańcuchami, znowu stromo w dół w dolinkę i powtórka z rozrywki, do góry. Po drodze mijaliśmy kolejnych pasażerów naszego autobusu, podziwialiśmy piękne widoki i co rusz słyszeliśmy „beczenie” baranów, kilka z nich Marcin nawet pogłaskał i poczochrał 🙂

  Owce na pastwisku i pamiętaj o smyczy :P śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :)

  śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :)

  śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :)

  śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :) śmigamy na Kjerag :)

Dotarliśmy do wypłaszczenia terenu i dalej szliśmy już niemal spacerkiem. Spotkaliśmy tu też parę, która pod Preikestolen miała niedaleko nas rozłożony namiot 🙂 Po około dwóch godzinach trasy dotarliśmy do wąwozu przed Kjeragbolten. Marcin dostał skrzydeł i ruszył w kierunku kolejki do zdjęcia na kamieniu a ja zrobiłam sobie przerwę poniżej czekając aż wejdzie na niego i będę mogła zrobić mu sweet-focie. Kolejka nie była długa, Marcin pojawił się na kamieniu jako piąta lub szósta osoba, a zaraz potem zamieniliśmy się miejscami.

 Już blisko trochę resztek zimy :) :) :)

Oczywiście jak zawsze wiedząc, że pode mną jest przepaść nie spojrzałam w dół 😛 i nie wiem jak strasznie wygląda ponad 900 metrów przestrzeni pod nogami 😛 Marcin mówił, że jak spojrzał to aż nogi się pod nim ugięły 😛 a ja dalej nie wiem jak to jest 😛 Weszłam na kamyk i spojrzałam tylko na Marcina robiącego mi zdjęcia 🙂 Zrobiliśmy sobie tam krótką przerwę a potem przed zejściem poszliśmy jeszcze spenetrować skały powyżej. Trasa ta była sporo trudniejsza niż na Preikestolen a mimo to mijaliśmy na szlaku i przy Kjeragbolten ludzi z pieskami różnej maści i wielkości 🙂 W dół trasę przeszliśmy częściowo skrótami (tam gdzie się dało) a na parkingu byliśmy ponad godzinę przed odjazdem autobusu.

  gdzieś na Kjeragu :) gdzieś na Kjeragu :) gdzieś na Kjeragu :) gdzieś na Kjeragu :) gdzieś na Kjeragu :)

  gdzieś na Kjeragu :) gdzieś na Kjeragu :) gdzieś na Kjeragu :) gdzieś na Kjeragu :) nowy koleżka :)

  gdzieś na Kjeragu ... gdzieś na Kjeragu ...

Poczochraliśmy szwendające się przy samochodach barany i jak tylko kierowca podjechał i otworzył drzwi to zajęliśmy swoje miejsca. Powoli schodzili się kolejni pasażerowie. Autobus miał już włączony silnik na jakieś 10 min przed odjazdem. Patrząc przez okno widzieliśmy biegnących na złamanie karku z ostatnich metrów szlaku turystów. Jeden chłopak jak dobiegł do autobusu był tak zziajany, że zasnął niemalże od razu po zajęciu swojego fotela. Niestety dwa miejsca były puste więc komuś nie udało się zejść na czas 🙁 Byłam pewna, że do Stavanger wrócimy bardzo późno a tymczasem udało nam się jeszcze załapać na wieczorne gofry i kawę 🙂 Kasia z Piotrkiem też intensywnie spędziła ten dzień, przeszli Stavanger wszerz i wzdłuż, udało im się dojść do pomnika Trzech Mieczy (Sverd i Fjell) i zwiedzić Muzeum Ropy Naftowej – godne polecenia ponieważ część wystaw jest interaktywna, można wejść do różnych obiektów Kasia np. zjeżdżała rękawem ewakuacyjnym a Bożena, która tam była wcześniej zrobiła sobie sweet-focie przebrana w gustowny czerwony kombinezon. Mimo kapryśnej pogody w Norwegii, udało nam się załapać na sporo słońca i dzięki temu zaliczyliśmy dwie „wizytówki” tego kraju, ciągle czeka na nas jeszcze trzecia 😛 czyli Trolltunga :):) ale to już będzie trzeba znaleźć promocję na loty do Bergen 🙂

[M] Kilka praktycznych informacji:

Przy tytule ikonki „krówek” przedstawiają naszą trasę na Kjerag w wersji zwykłej mapy i Google Earth (zapis GPS)

Samolot:

Samolotem lecieliśmy z Warszawy jakoś było wtedy taniej niż z Katowic, za dwa bilety plus jeden bagaż rejestrowy 32 kg zapłaciliśmy 470 zł i 80 gr z czego bagaż zjadł 206 zł więc podsumowując sam bilet to raptem 264 zł i 80 gr za dwie osoby – moim zdaniem bardzo przyzwoita cena 🙂

Autobus:

z lotniska do centrum skorzystaliśmy z tańszej opcji podróży czyli autobus miejski Kolumbus (zielony) za 39 NOK, powrót dokładnie tym samym autobusem za tą samą cenę. Alternatywą jest „shuttle”, który nie zatrzymuje się na przystankach jedzie dużo szybciej i kosztuje 110 NOK w jedną stronę bądź 160 NOK tam i powrót

Preikestolen

Prom:

ze Stavanger do Tau to wydatek rzędu 45 NOK tyle samo powrót

Autobus:

z Tau jadą autobusy dwóch firm, my skorzystaliśmy z firmy Boreal (www.boreal.no), gdzie przez internet kupiony bilet jest o 63,70 NOK tańszy; za tam i powrót zapłaciliśmy 256 NOK za 2 osoby, normalnie trzeba wydać 319,70 NOK.

Kjerag

Autobus:

tu nie kombinowaliśmy tylko kupiliśmy bilet na bezpośredniego busa pod start szlaku, inne warianty są albo droższe albo czasochłonne co nam za bardzo na rękę nie było, cena za dwie osoby to 980 NOK trzeba też dodać, że dojazd zajmuje około 3 godziny stąd i cena trochę wyższa. Transport jest na wysokim poziomie brak jakichkolwiek poślizgów etc. Bilety warto kupić drogą elektroniczną, gdyż później można się zdziwić, że nie można kupić u kierowcy bo ma komplet pasażerów. Strona przewoźnika http://www.tidereiser.com/ .

 Bonus :)