... czyli podróże małe i duże ...

Lwów 2015

Lwów - panorama

Lwów 2015

Weekendowy pobyt we Lwowie był jednym z tych wyjazdów, po których człowiek wraca do domu naładowany pozytywną energią i to tak bardzo, że nie może zasnąć 🙂 Na początku mieliśmy pod wiatr i pod górkę i to tak bardzo, że zastanawialiśmy się czy w ogóle jechać. Wyjazd zaplanowaliśmy już w marcu, wybieraliśmy się w piątkę razem ze znajomymi z Łodzi Dawidem i Agatą oraz moim bratem Rafałem. Dawid już kiedyś Lwów odwiedził, więc na miejscu on miał się zająć logistyką i planem zwiedzania, z Agatą znaleźli też dla całej naszej piątki apartament prawie w samym centrum miasta. W drogę ruszyli też wcześniej bo w czwartek a my mieliśmy dojechać do nich w piątek po południu. Niestety w piątek rano już po przyjeździe do Lwowa dowiedzieli się, że noclegu mimo rezerwacji nie mamy. Przed wyjazdem, z racji młodego, chcieliśmy mieć pewność, że nie przyjdzie nam spać na dworcu więc przeszukaliśmy wszystkie dostępne oferty na booking.com, nie było ich zbyt wiele bo rezerwacje obejmowały ponad 90% miejsc w dostępnych obiektach. Zastanawialiśmy się już nawet nad alternatywnym wyjazdem w Bieszczady.

 Nasz Hotel Nasz Hotel Nasz Hotel Widok z Hotelu

Agata i Dawid szukali noclegu na miejscu, my zaś przez internet i tak niestety nasze drogi trochę się rozeszły bo znaleźliśmy hotel jakieś 3km od centrum a Agacie i Dawidowi udało się znaleźć coś w centrum. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, przez to całe zamieszanie z noclegami wyjechaliśmy później niż planowaliśmy i dzięki temu na granicy poznaliśmy Marię, która już w drodze do Lwowa powiedziała nam co warto tam zobaczyć, gdzie można dobrze zjeść, wspomniała nam też co się we Lwowie w najbliższy weekend będzie działo. O tym jak wyjazd i pobyt we Lwowie zorganizować od strony logistycznej na pewno opisze Marcin więc ja ograniczę się do samego pobytu i atrakcji jakie tam na każdego czekają. Do hotelu dotarliśmy po 19:00. Rafał nie najlepiej zniósł tak długą podróż, zamierzaliśmy jeszcze tego wieczoru dotrzeć do centrum i spotkać się z Agatą i Dawidem ale się nie udało, za to poszliśmy zobaczyć nocną panoramę miasta z punktu widokowego przy Wysokim Zamku.

Wysoki Zamek

Na wzniesieniu niedaleko naszego hotelu stał niegdyś murowany gotycki zamek królewski wzniesiony w II połowie XIV wieku przez króla Polski Kazimierza III Wielkiego wcześniej zaś w tym miejscu stał drewniany zamek wzniesiony po 1251r przez króla Rusi Daniela Halickiego. W 1648r w czasie powstania Chmielnickiego zamek został zdobyty i spalony przez wojska kozackie. Odbudował go komendant Lwowa Krzysztof Grodzicki w 1653r. W 1655r zamek wytrzymał kolejne oblężenie kozackie a w 1672r także oblężenie Turków. W 1695r zamek obronił się też przez Tatarami. Od tej pory zaczął popadać w ruinę a w 1704r został zdobyty i zniszczony przez wojska szwedzkie pod wodzą Karola XII. Wysoki Zamek został rozebrany po zajęciu Lwowa przez Austriaków. Do dnia dzisiejszego przetrwał tylko fragment jednej ze ścian zamkowych.

 Wysoki Zamek Wysoki Zamek Wysoki Zamek Wysoki Zamek

Niemniej miejsce to przyciąga wiele osób zwłaszcza wieczorami ponieważ ze wzniesienia rozciąga się przepiękny widok na całe miasto. Na szczyt wzniesienia doszliśmy około 21:00. Były tam wręcz tłumy młodych ludzi i wszyscy dobrze się bawili. Miejsce siedzące na jednej z ławek znaleźliśmy tylko na chwilę po czym ruszyliśmy w dół. Miejsce to tak jak mówiła Maria naprawdę warto zobaczyć wieczorem.

Rano nie udało się nam skontaktować z Agatą i Dawidem z powodu braku prądu w hotelu a przez to również braku wi-fi. Zaraz po śniadaniu ruszyliśmy do centrum autobusem nr 25 (cena biletu – 3 hrywny), który z dużą częstotliwością odjeżdża spod samego hotelu. W centrum niemalże w każdym miejscu można trafić na ogólnodostępne wi-fi tak więc umówiliśmy się ze znajomymi, że spotkamy się pod fontanną przy Operze Lwowskiej. W międzyczasie postanowiliśmy sprawdzić kolejne miejsce polecone przez Marię a mianowicie wieżę ratusza i rozciągający się z niej widok na Lwów.

 Ulice Lwowa Ulice Lwowa Opera Lwowska Ulice Lwowa

Ratusz

Mieści się on na rynku w śródmieściu Lwowa. Pierwotny ratusz wybudowano przed 1381r w stylu gotyckim, kamień węgielny pod budowę murowanego gmachu położono w 1489 a budowlę wraz z wieżą wzniesiono w latach 1491-1504. W 1615r ratusz został przebudowany i wzniesiona została nowa wieża, która runęła 14 lipca 1826r niszcząc znaczną część obiektu i grzebiąc pod swoimi gruzami 8 osób. Nowy ratusz wzniesiono w latach 1827-1835, spłonął on jednak w wyniku bombardowania Lwowa przez Austriaków 2 listopada 1848r. W ciągu jednego roku został on odbudowany.

 Ratusz Ratusz Ratusz Ratusz Ratusz

  Ratusz Ratusz Ratusz Ratusz Ratusz

  Ulice Lwowa Ulice Lwowa

Obecnie w budynku ratusza znajdziemy m.in. informację turystyczną, gdzie bez problemu można porozmawiać w języku polskim i otrzymać prospekty opisujące najciekawsze godne zwiedzenia miejsca. Na wieżę ratusza można wejść kupując bilet wstępu za 10 hrywien. Na szczyt wchodzi się po wąskich drewnianych schodach mijając po drodze pomieszczenia z mechanizmem umieszczonego na wieży zegara. Działanie mechanizmu też można odczuć na szczycie zwłaszcza, gdy człowieka pochłonie bez reszty piękno otaczającej go panoramy miasta i z tej zadumy nagle brutalnie wyrwie go gong uderzającego w dzwon młota. Ja chyba nawet podskoczyłam z wrażenia 😛

Dalsze zwiedzanie miasta kontynuowaliśmy już w piątkę. Z Dawidem i Agatą spotkaliśmy się na placu przed Operą Lwowską tak jak się umówiliśmy. Plac ten jest już sporą atrakcją dla turystów ponieważ znajduje się tam wiele małych sklepików, gdzie można spróbować ukraińskich specjałów, napić się wyśmienitego kwasu chlebowego, kupić pamiątki a w międzyczasie zrobić sobie sesje fotograficzną z wielkim misiem panda 😛 rodzice mogą tam też na chwilę zapomnieć o maluchach sadzając je na karuzelę bądź w małe autka tudzież inne pojazdy dostosowane wielkością do brzdąców. Około 13:00 miało rozpocząć się wydarzenie polecone nam przez Marię a mianowicie Lviv City Market.

 Lviv City Market Lviv City Market Lviv City Market Lviv City Market

Przy dźwiękach muzyki można było tu obejrzeć i nabyć produkty wystawione przez młodych przedsiębiorców, głównie rękodzieło oraz pyszne wypieki. Po obejrzeniu twórczości tych młodych ludzi postanowiliśmy mimo wszystko wyrwać się z tego zgiełku i tramwajem nr 2 z rynku za 2 hrywny dojechaliśmy w pobliże Cmentarza Łyczakowskiego. Sama przejażdżka tramwajem była niesamowita. Bilety można było skasować w ręcznym kasowniku, czym zajęła się Agata. W drodze podziwialiśmy niezwykle piękne kamienice a w miejscu, gdzie mieliśmy wysiąść przypomniała nam o tym Pani prowadząca tramwaj.

Cmentarz Łyczakowski

Jest to najstarsza zabytkowa nekropolia Lwowa. Cmentarz położony jest we wschodniej części miasta na malowniczych wzgórzach wśród specjalnie zaprojektowanego, starego drzewostanu tworzącego szereg alej. Pochowanych jest tu wielu zasłużonych dla Polski i Ukrainy ludzi kultury, nauki i polityki. Pośród alejek znajduje się wiele zabytkowych nagrobków o wysokiej wartości artystycznej, wiele przepięknych posągów, kolumn, obelisków oraz kaplic. W miejscu obecnego cmentarza istniał już w XVI wieku cmentarz dla zmarłych na dżumę podczas, gdy innych zmarłych grzebano na cmentarzach przykościelnych.

  Cmentarz Łyczakowski Grób Marii Konopnickiej Cmentarz Łyczakowski Pole Marsowe Cmentarz Łyczakowski

  Cmentarz Łyczakowski Cmentarz Łyczakowski Cmentarz Łyczakowski

Po I rozbiorze Polski Lwów znalazł się w zaborze austriackim. W 1783r wydano dekret cesarski nakazujący likwidację dotychczasowych cmentarzy i wytyczenie nowych poza obrębem miasta. Tak właśnie w 1786r założony został Cmentarz Łyczakowski. Przed wejściem na cmentarz należy zakupić bilet wstępu za cenę 20 hrywien bądź 5 hrywien w przypadku zniżki uczniowskiej. Spacerując wśród przepięknych alejek w zadumie nad ogromem historii, jaka wśród nich się kryje natrafiliśmy min. na grób Marii Konopnickiej.

Cmentarz Orląt Lwowskich

Na Cmentarz obrońców Lwowa można przejść bezpośrednio z Cmentarza Łyczakowskiego. Znajdują się na nim mogiły uczestników bitwy o Lwów i Małopolskę Wschodnią, poległych w latach 1918-1920 lub zmarłych w latach późniejszych. Wśród pochowanych tam prawie 3000 żołnierzy, część to Orlęta Lwowskie, czyli młodzież szkół średnich i wyższych oraz inteligencja. Fakt, iż wśród poległych były równie dzieci w wieku 12, 13 i 14 lat napawa wielkim smutkiem. W czasie walk o Lwów poległych grzebano na prowizorycznych cmentarzyskach w pobliżu poszczególnych punktów oporu.

 Cmentarz Orląt Lwowskich Cmentarz Orląt Lwowskich Cmentarz Orląt Lwowskich Cmentarz Orląt Lwowskich

Po wygaśnięciu walk polskie władze Lwowa postanowiły ekshumować ciała zabitych i przenieść je na specjalnie wydzielony obszar przylegający od strony Pohulanki do cmentarza Łyczakowskiego. Na najwyższym wzniesieniu cmentarza postawiono Kaplicę, poniżej niej rozłożono katakumby. Wzniesiono Pomnik Chwały a między nimi rozmieszczono mogiły.

Po tej smutnej lekcji historii planowaliśmy jeszcze znaleźć skansen, który miał się znajdować niedaleko i którego zwiedzenie poleciła nam również Maria. Niestety mimo wysiłków nie zdołaliśmy go znaleźć a nawet jakbyśmy go znaleźli to na zwiedzenie nie zostało by wiele czasu ponieważ dochodziła już 17-ta; może nawet było już zamknięte. Po małym spacerze po okolicy wróciliśmy tramwajem do centrum miasta. Zgłodnieliśmy już trochę więc postanowiliśmy jeszcze coś zjeść.

  Restauracja Kumpel Restauracja Kumpel Puzata Chata Puzata Chata

Wcześniej wypróbowaliśmy już kilka specjałów w restauracji Kumpel, tym razem przyszła kolej na restaurację Puzata Chata, która znajduje się na rogu ulic Kościuszki i 3 Maja. Restaurację tą polecił Dawid. Tym razem wybierać mogliśmy wzrokiem a nie tylko kierując się nazwami dań. Była to restauracja samoobsługowa, po utworzeniu własnego zestawu dań przy kasie czekała nas miła niespodzianka 🙂 okazało się, że zjemy tu nie tylko smacznie ale też tanio 🙂 Na tym zakończyliśmy sobotnie zwiedzanie Lwowa. Planowaliśmy wrócić do naszych hoteli tylko na chwilę by odpocząć po sytym posiłku a potem spotkać się ponownie wieczorem ale tak jakoś wszyscy zalegliśmy i ponownie spotkaliśmy się dopiero w niedzielę, znowu w tym samym miejscu co wcześniej. Tym razem najpierw zabraliśmy się za kupowanie pamiątek i w tym celu odwiedziliśmy mały placyk targowy niedaleko Opery i Teatru.

 Fotka z misiem :) Fotka z misiem :) Fotka z misiem :) Fotka z misiem :)

Flaga Ukrainy już od kilku lat wisi na naszej ścianie tak więc potrzebowaliśmy do kompletu tylko sowy. Sowę oczywiście szybko przygarnęliśmy z jednego ze stoisk 🙂 potem Marcin i Rafał jak na modnych mężczyzn przystało zaopatrzyli się w koszulki w ukraińskich narodowych barwach. Kupiliśmy też koleżance z pracy czerwone korale i wianek, które miała obiecane w żartach 🙂 Do rozstania z Ukrainą mieliśmy jeszcze trochę czasu a my znowu zgłodnieliśmy. Na obiad za namową Agaty i Dawida wybraliśmy restaurację Gazowa Lampa.

Gazowa Lampa

Jest to nie tylko restauracja ale wręcz muzeum. Lokal poświęcony jest pamięci Ignacego Łukasiewicza, jego działalności we Lwowie i jego wynalazkowi jakim jest lampa naftowa. Sama postać Ignacego Łukasiewicza, farmaceuty, przedsiębiorcy, wynalazcy i pioniera przemysłu naftowego w Europie uwieczniona jest jako rzeźba przed lokalem, Ignacy Łukasiewicz siedzi tam na fotelu przy stoliku na którym stoi lampa naftowa a wysoko z okna wychyla się druga postać, jego asystent. Wystrój lokalu nawiązuje do epoki i do samego wynalazku jakim była lampa naftowa.

  Gazowa Lampa Gazowa Lampa Gazowa Lampa Gazowa Lampa Gazowa Lampa

  Ulice Lwowa Ulice Lwowa Ulice Lwowa

Restauracja-muzeum zajmuje 3 piętra oddzielone wąskimi schodami z sygnalizacją świetlną. Do restauracji zaprasza uśmiechnięty Pan w cylindrze, czasem dzierży w swej dłoni lampę naftową. Wchodząc można poczuć woń nafty, która ma nas wprowadzić w klimat epoki i wynalazku. Z tarasu restauracji można podziwiać widok na dachy miasta i sam Lwów. Jeśli chodzi zaś o menu i to co można tam zjeść to powiem tylko tyle 🙂 palce lizać 🙂 do tego najsympatyczniejsza obsługa z lokali, które zdążyliśmy odwiedzić była oczywiście w Gazowej Lampie. Bez problemu można się tam dogadać po polsku a jak ktoś nie jest zdecydowany to dziewczyny chętnie zaproponują coś smacznego.

Spacerując trafiliśmy jeszcze do Katedry ormiańskiej i baszty prochowej.

Katedra ormiańska Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny

Jest to jeden z najstarszych i najcenniejszych zabytkowych kościołów Lwowa. Ufundowana została przez Ormian w II połowie XIV wieku i niemal od początku była ośrodkiem biskupstwa ormiańskiego. Wielokrotnie w swej historii była przebudowywana i rozbudowywana, zachowała ślady architektoniczne ze wszystkich etapów swojego istnienia. Do 1945 roku świątynia była katedrą katolicką obrządku ormiańskiego pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny natomiast po II wojnie światowej, wraz z przyłączeniem Lwowa do ZSRR, wprowadzeniem ustroju komunistycznego i zmuszeniem Ormian do wyjazdu do Polski Ludowej katedra została zamknięta i przekazana jako magazyn Lwowskiej Galerii Obrazów.

 Katedra Ormiańska Katedra Ormiańska Ulice Lwowa Ulice Lwowa

Funkcję tę obiekt pełnił do roku 2000. W latach 2000–2003 katedra przekazana została ustanowionej w 1997 roku diecezji Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego, obejmującej Ormian przybyłych na Ukrainę po II wojnie światowej. W najstarszej części katedry zachowały się fragmenty fresków z XV i XVI wieku. Reszta ścian we wschodniej i środkowej części świątyni pokryta jest malowidłami ściennymi Jana Henryka Rosena z lat 1925-1927 oraz 1928-1929 z ornamentyką o motywach ormiańskich.

Baszta Prochowa

Zwiedzenie baszty prochowej będzie chyba naszym najmilszym wspomnieniem ze Lwowa a to za sprawą sympatycznego starszego Pana, administratora obiektu. Przed wybudowaniem w XVII w. arsenału miejskiego baszta służyła do magazynowania prochu (w czasie wojny), zaś w czasach pokoju przechowywano w niej zboże. Mury tej trzykondygnacyjnej budowli mają 3 metry grubości gdzie metrowa przestrzeń wewnętrzna wypełniona jest jak nam Pan administrator powiedział mieszaniną piasku i pierza. Dach baszty niegdyś miał pokrycie słomiane, by w razie wybuchu zgromadzonego w niej prochu nie zostały zniszczone jej ściany. Od XIX w. przed wejściem do baszty stoją dwa marmurowe lwy. Nam nie wystarczyło sfotografowanie jej z zewnątrz. Marcin czmychnął do środka z Rafałem i Dawidem tak więc z Agatą też tam podreptałyśmy.

  Baszta Prochowa Baszta Prochowa Baszta Prochowa Baszta Prochowa DSC07149

  Ulice Lwowa Kasownik Agata walczy z kasownikiem :)

W środku panował zbawienny chłód. Jak doszliśmy do pierwszego piętra zauważył nas administrator. Wybiegł niemalże ze swojego pomieszczenia więc byłam przekonana, że będą z tego tylko kłopoty. O dziwo z zatroskaniem powiedział tylko, że przecież nie będzie nas miał kto po baszcie oprowadzić i nie będziemy wiedzieć co mamy okazję podziwiać. Zaproponował, że zamknie tylko drzwi swojego pomieszczenia i zaraz nam wszystko pokaże. Byliśmy w szoku. Przepraszał za słabą znajomość polskiego a przecież wypowiadał się w naszym ojczystym języku naprawdę dobrze. Jego rodzice byli polakami a do Lwowa przyjechali, gdy nasz administrator miał 3 lata. Po drodze na wyższą kondygnację pokazał nam na ścianie przy schodach płaskorzeźbę przedstawiającą dawną panoramę Lwowa. Gdy weszliśmy do głównego pomieszczenia na tym piętrze pokazał nam krzesła z 1484 roku, które odrestaurowano w roku 1984. Na dwóch z nich zasiadał niegdyś Bohdan Chmielnicki z żoną. Naszą uwagę przykuł umieszczony z przodu sali fortepian Bechstein Gdy chciałam zrobić przy nim Marcinowi zdjęcie w jego kierunku podbiegł nasz administrator. Znowu z trwogą myślałam, że popełniliśmy jakieś faux-pas tymczasem Pan administrator pięknie rozłożył ten zabytkowy instrument aby lepiej prezentował się na zdjęciu a nawet pokazał mi metryczkę wewnątrz instrumentu. Schodząc niżej sam jeszcze zachęcił nas do zrobienia sobie dodatkowych zdjęć. Na piętrze poniżej pokazał nam też wystawę fotografii mieszczącą się za jego pomieszczeniem. Zanim nas wypuścił pokazał jeszcze dekret, wedle którego miał on prawo skraść całusa każdej niewieście, która do baszty zawita, tak więc chcąc nie chcąc pozwoliłyśmy z Agatą skraść sobie całusa w policzek 😛 Pan był dla naszej piątki przemiły i sympatyczny, zamiast przegonić nas z wieży jak można by się spodziewać – oprowadził nas po niej i podzielił się swoimi opowieściami. Szkoda tylko, że nie zapamiętałam imienia sympatycznego starszego Pana.

 Ulice Lwowa Czebureki Czebureki Ulice Lwowa

Pozostało nam już tylko odliczać czas do rozstania z tym wspaniałym i bogatym historycznie miastem. Na powrót znowu umówiliśmy się z Marią natomiast Dawid i Agata w drogę powrotną wyruszyli chwilę przed nami. W umówionym miejscu pod hotelem Lwów czekał na nas taksówkarz a wkrótce zjawiła się też Maria. Mieliśmy też okazję poznać osobiście jej ojca co było dla nas bardzo miłe. Do Lwowa na pewno jeszcze wrócimy, za dużo zostało nam jeszcze do zwiedzenia. Jak już na początku wspomniałam, była to jedna z tych podróży, po której pozostaje niedosyt, po której długo w głowie kołatają się najróżniejsze myśli, po której każdy naładowany jest pozytywną energią.

Z kulinarnych ciekawostek – pierwszy raz jadłam pierogi z serem przysmażone ze skwarkami a Marcin pierogi z mięsem polane śmietaną. Taka mieszanka okazała się być bardzo ciekawa w smaku. Jeśli chodzi zaś o duże smażone pierogi, czebureki to najlepiej smakowały nam te podawane w budkach przy przystanku autobusowym i tramwajowym kawałek za budynkiem Opery Lwowskiej. Czasem naprawdę nie trzeba szukać restauracji, gdzie dania podadzą nam na porcelanie i białych obrusach; tym razem wiata przydrożnych budek z jedzeniem i napojami z siatką chroniącą klientów przed wygłodniałymi gołębiami, z puszką po kukurydzy na stoliku w miejscu popielniczki okazała się być miejscem, gdzie wypiliśmy najlepszy kwas chlebowy i do tego przegryźliśmy pyszne czebureki w swojskiej atmosferze.

 Ulice Lwowa Ulice Lwowa Ulice Lwowa Ulice Lwowa

[M] Jak wspomniała wcześniej Bożenka logistyką zajęli się nasi znajomi mi został tylko dojazd który jest banalnie prosty. Samochodem dojechaliśmy do Przemyśla, gdzie na parkingu strzeżonym „Viking” na przeciwko Straży Granicznej zostawiliśmy samochód. Idąc po drodze trafiamy na liczne kantory, gdzie można zamienić złotówki na hrywny(waluta Ukrainy) po bardzo przyzwoitym kursie, czyli 0,15 zł za 1 hrywnę; na granicy kurs oscylował 0,16-0,17 a w naszym rodzimym mieście 0,21. Po wymianie skierowaliśmy się do dworca PKP gdzie po jego drugiej stronie czekają busiki w kierunku miejscowości Medyka, czyli granicy. Cena jednego biletu wynosi 2 zł, busik rusza w momencie gdy cały się wypełni i jedzie około 15-20 minut. Wysiadamy, przechodzimy granicę pieszo, po drodze pomagamy Ukraince ponieść pakunki do przejścia i dowiadujemy się ile mniej więcej kosztuje taksówka od granicy do Lwowa (ok. 100 zł) oraz ile kosztuje marszrutka (busik) 35 hrywien od osoby. Samo przejście bardzo miło wspominamy, obsada graniczna w 100 % kobieca bardzo miłe panie i po polskiej i ukraińskiej stronie. Na stronie ukraińskiej zaczepił nas kierowca, zaproponował nam transport do Lwowa za 100 zł bądź 600 hrywien, nauczeni Azją pierwszych taksówkarzy olewamy ale dalej z taksówkami było już gorzej wołali po 120 zł suma summarum ze względu na młodego wybraliśmy jednak pierwszego taksówkarza i dogadaliśmy się na 80 zł z nami zabrała się też bardzo sympatyczna Ukrainka Maria. Kierowca zawiózł nas pod sam hotel, który znajdował się na peryferiach Lwowa dlatego tez dostał od nas 100 zł do tego umówiliśmy się na powrót w niedzielę i tyle filozofii dojazdu. Można dojechać jeszcze na kilka sposobów np.: busem z Przemyśla cena ok. 30 zł od osoby, bądź autobusem z Katowic cena 220 zł od osoby, najtańszy sposób to jak już wyżej wspomniałem marszrutka spod granicy do Lwowa za 35 hrywien. Powrót wygląda bardzo podobnie. Następnym razem samochód zostawiamy w Medyce można tam trafić bezproblemowo parking strzeżony a historie „o murzyńskich ukraińskich gangsterach” kradnących polskie samochody można włożyć do półki z literaturą sf 🙂

 Ulice Lwowa Taras Szewczenko Degustacja Kwasu Lwów

Krótkie zestawienie:

bus Przemyśl – Medyka – 2 zł osoba
marszrutka Medyka – Lwów – 35 hrywien
taksi Medyka – Lwów – ok. 80 – 100 zł za samochód
bus Przemyśl – Lwów – 30 zł od osoby ( z tym, że pan z PKS Przemyśl stwierdził, iż obsługują tą trasę ukraińskie busy i czasem nie przyjeżdżają)
cena 1 hrywny: Przemyśl 0,15 zł, Medyka 0,16 – 0,17 zł
bilety we Lwowie : marszrutka 3 hrywny, tramwaj 2 hrywny
bilety wstępów oscylują między 10 a 20 hrywnami, dzieci mają zniżki
w Ratuszu Lwowskim znajduje się informacja turystyczna, gdzie można dostać foldery w języku polskim, jak również nie ma problemu aby porozmawiać w naszym języku 🙂
ceny bardzo przystępne można naprawdę dobrze zjeść w restauracji za 10-12 zł
język: młodzi ludzie bez problemu mówią po angielsku ale to i tak nie ma większego sensu bo prawie każdy rozumie język polski.
Nr telefonu naszego kierowcy (polskojęzyczny) warto zadzwonić i dogadać się wtedy nie trzeba kombinować : +380 66 554 8822
Parking „Viking” Przemyśl >link<